Pakt dla Stabilności Fiskalnej, czyli wieloletnią umowę między koalicjantami, zakładającą zmniejszenie wydatków budżetu, proponują Polsce profesorowie Jürgen von Hagen (uniwersytet w Bonn) i Mark Hallenberg (Uniwersytet Emory w Atlancie), autorzy raportu o organizacji procesu budżetowego.
- W sytuacji, kiedy rządy wielopartyjne rozbiją się i pod koniec kadencji pozostaje tylko rząd mniejszościowy, kontrakt fiskalny umożliwia utrzymanie wydatków w ryzach - przyznaje M. Hallenberg.
Eksperci porównali poszczególne etapy tworzenia budżetu w Polsce do procedur stosowanych w krajach Unii Europejskiej. Okazało się, że mamy najniższy w UE wskaźnik delegacji - im jest on niższy, tym słabsza jest pozycja ministra finansów w forsowaniu planów budżetowych.
Okazuje się jednak, że mamy także najniższy wskaźnik "reguł kontraktu", określający wpływ np. poszczególnych resortów czy grup społecznych na kształt budżetu. Oznacza to, że wiele propozycji nie trafia do planu wydatków na etapie uzgodnień w rządzie.
Są za to forsowane potem, już w trakcie debaty parlamentarnej. Dowodem tego jest stale rosnąca liczba przyjmowanych poprawek do projektu budżetu. Kilka lat temu było ich około 100, teraz liczba ta przekracza 200. Skłonność do korekt wzrasta dodatkowo przed wyborami. Zdaniem autorów raportu, Pakt sankcjonujący limity wydatków na okres kilku lat powinien mieć taką samą moc prawną, jak ustawa.