Piątkowe otwarcie wypadło trochę powyżej zamknięcia z poprzedniego dnia. Optymizmu starczyło jednak tylko na kilkanaście pierwszych minut. Później WIG20 zaczął testować mało istotne wsparcie w okolicach 2585 pkt., ustanowione przez lokalne dołki z ostatnich dni. Wsparcie wytrzymało, a pod koniec sesji indeks trochę wzrósł i zamknął się nieco powyżej poziomu z czwartku. Na wykresie dziennym powstała nieduża świeczka przypominając młotek. Aktywność inwestorów mierzona amplitudą wahań i obrotami była niewielka.
W dłuższym horyzoncie czasowym techniczny obraz WIG20 jest zdecydowanie niekorzystny. Indeks znajduje się w trendzie spadkowym, pod linią biegnącą przez szczyty z 11 maja i 5 czerwca. W ostatni czwartek próbował ją przełamać, ale próba zakończyła się niepowodzeniem, a linia została potwierdzona trzeci raz. Negatywnę wymowę ma też duża formacja głowy z ramionami. Konsolidacja z początku roku stanowi jej lewe ramię. Majowy szczyt to głowa, a odbicie z przełomu maja i czerwca to prawe ramię. Linia szyi znajduje się w okolicach 2720 pkt. Zgodnie z teorią dopełnienie tej formacji powinno spowodować spadek porównywalny z jej wysokością, czyli do około 2060 pkt. Formalnie rzecz ujmując wynika z tego, że trend spadkowy ma się dobrze i na razie nie widać sygnałów jego zakończenia. Odbicie trwające od połowy czerwca można uznać za ruch powrotny, czyli dobry moment do wycofania się z rynku. Warto jednak zadać sobie następujące pytanie: "skoro jest tak źle, to dlaczego jest tak dobrze?" Jeśli wykres wygląda tak źle, to dlaczego inwestorzy nie zareagowali paniczną wyprzedażą na dymisję ministra finansów? Takie zachowanie wyraźnie nie pasuje do negatywnego obrazu wykresu. Może to znaczyć, że rynek szykuje nam niespodziankę polegającą na mocnym wzroście i przełamaniu obu kluczowych oporów, to znaczy linii trendu spadkowego i linii szyi. Tak mocna
kombinacja sygnałów oznaczałaby radykalną poprawę sytuacji technicznej. Na razie jest to tylko hipotetyczny scenariusz, jednak wiadomo że rynek lubi zaskakiwać inwestorów.