Po gwałtownym wzroście pod koniec czerwca tempo, w jakim zyskuje WIG20, znacznie spadło, obniżyły się też obroty. Niemniej byki nie oddały nawet kawałka zdobytego w ciągu dwóch tygodni terenu. Udało się odrobić połowę strat poniesionych w trakcie majowo-czerwcowego załamania. Na razie nie został przekroczony ważny poziom 3 tys. punktów. Maksymalny zasięg korekty szacuję na 3060 pkt. Dopiero powyżej tej wartości będzie uzasadnione rozpatrywanie scenariuszy zakładających powrót do długoterminowego trendu wzrostowego. Na razie jest na to za wcześnie. Choć czerwcowy skok notowań wygląda efektownie, to jednak w dalszym ciągu zachowanie WIG20 odbiega in minus od poprzednich korekt długoterminowego trendu wzrostowego, które zmniejszyły wartość indeksu przynajmniej o 10 proc. W trakcie najkrótszej z nich, z jesieni 2005 roku, 38 sesji po zbudowaniu szczytu, indeks odrobił już niemal całość strat. W trzech pozostałych przypadkach znajdował się 9,7 proc. poniżej wierzchołka. Teraz jest na minusie niecałe 13 proc.

Spójrzmy teraz, jak wygląda zachowanie rynku, mierzone tym razem indeksem WIG, na tle spadków, które miały miejsce po ukształtowaniu długoterminowych szczytów w lutym 1997, marcu 1998 i marcu 2000 roku. Przez poprzednie 37 sesji WIG zachowywał się słabiej niż średnio po zbudowaniu istotnego wierzchołka. Dopiero wczorajsza zwyżka sprawiła, że w tej chwili indeks znajduje się niecałe 10 proc. poniżej majowego wierzchołka, tymczasem w poprzednich trzech przypadkach po 38 sesjach od szczytu, tracił 10,3 proc.

Warto jednocześnie zwrócić uwagę, że praktycznie nie zdarzyło się, żeby w trakcie 100 pierwszych sesji po zbudowaniu istotnego wierzchołka WIG oddalił się od szczytu więcej niż 20 proc. Jeśli tylko indeks zbliżył się do 20-proc. straty, kupujący mylnie interpretowali ten fakt jako koniec korekty i przystępowali do działania. Skala, w jakiej udało się odrobić straty, była różna - w 1998 roku notowania niemal wróciły do marcowego szczytu, dwa lata później podaż udało się zatrzymać tylko na krótki czas.