Od 1 lipca 2006 r. weszły w życie obostrzenia dotyczące udzielania kredytów walutowych przez banki w Polsce. Dla przypomnienia, zgodnie z rekomendacją Komisji Nadzoru Bankowego, zaleca się, aby bank w przypadku udzielania kredytów w walutach obcych analizował zdolność kredytową klienta przy założeniu, że stopa procentowa dla kredytu walutowego jest równa co najmniej stopie procentowej dla kredytu złotowego, a kapitał kredytu jest większy o 20 proc.
Zatem, moim zdaniem, dla części klientów chcących wziąć kredyt w obcej walucie nowe warunki udzielania kredytów oznaczają po prostu w ogóle brak możliwości zaciągnięcia takiego kredytu lub możliwość otrzymania mniejszej kwoty.
Nieważne, że pożyczki np. we frankach szwajcarskich są tańsze niż w złotówkach. Przy takich założeniach w analizach kredytowych część klientów w ogóle nie będzie mogła otrzymać takiego kredytu. A przecież wszyscy wiemy, jaką popularnością ostatnio cieszyły się pożyczki we frankach szwajcarskich. Co zatem teraz z klientami chcącymi zaciągnąć kredyt właśnie w tej walucie?
Do tej pory kredyty we frankach szwajcarskich przyciągały Polaków właśnie głównie ze względu na większą kwotę możliwą do otrzymania, a także ze względu na mniejszą miesięczną ratę - nawet za cenę zagrożenia ewentualnymi różnicami kursowymi. Jednak czy tak na pewno się stanie? Czy 1 lipca br. to na pewno data znacznego ograniczenia udzielania kredytów w walutach obcych? Wygląda na to, że niekoniecznie tak musi się stać.
Otóż okazuje się, że partii rządzącej nie za bardzo spodobał się pomysł wprowadzonych ograniczeń. Jej przedstawiciele twierdzą, że na zmianach skorzystają duże banki, a nie obywatele. Innego zdania jest Komisja Nadzoru Bankowego, której zamysłem wprowadzenia wymienionych ograniczeń była właśnie ochrona klientów zaciągających kredyt w walucie obcej. PiS planuje jednak szybko powołać Komisję Nadzoru Finansowego, której celem będzie m.in. zmiana obowiązujących od soboty obostrzeń kredytowych.