3,87 zł kosztowała na zamknięciu wczorajszej sesji jedna akcja agenta rozliczeniowego transakcji internetowych - spółki eCard, która w środę zadebiutowała na GPW. Uczestnicy oferty publicznej mają powody do zadowolenia, po dwóch dniach notowań bowiem zarobili 93,5 proc. (cena emisyjna akcji wynosiła 2 zł). Nieco słabiej mają się prawa do akcji (PDA), które w ofercie nabywali inwestorzy instytucjonalni. Ich kurs na koniec wczorajszej sesji wyniósł 3,20 zł, co dało 60 proc. zarobek. W ciągu dnia kurs eCardu znacznie wahał się, osiągając dzienne maksimum przy 4,7 zł dla "starych" walorów i 4,26 zł dla PDA.

Rosnącym notowaniom towarzyszyły spore obroty. Podczas debiutanckiej sesji wyniosły 33,8 mln zł na dotychczasowych akcjach i 20 mln zł na PDA. Wczoraj handel akcjami eCardu był równie imponujący (pod względem wartości piąty na całym rynku) i osiągnął 33,8 mln zł dla akcji i 19,4 mln zł dla PDA. To oznacza, że wielu inwestorów kupuje walory debiutanta po cenie dużo wyższej od emisyjnej.

- Naszym zdaniem, wzrost kursu spowodowany jest prawdopodobnie wysoką, ponad

89-proc., redukcją w ofercie publicznej. eCard jest spółką innowacyjną, niemającą swoich odpowiedników na rynku. Inwestorzy wiążą z nami duże oczekiwania. Zapewniamy, że wszystkie ważne informacje przekazujemy w raportach bieżących - mówi Konrad Korobowicz, prezes eCardu, zapytany, czy tak duże zainteresowanie mogło być reakcją na jakieś nadzwyczajne informacje ze spółki. Na razie spektakularne wzrosty nie wzbudziły podejrzeń Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. - Standardowo analizujemy transakcje - twierdzi Łukasz Dajnowicz, rzecznik KPWiG.