Gazowy monopolista złożył do Urzędu Regulacji Energetyki wniosek, czwarty w tym roku, o zatwierdzenie podwyżki hurtowych cen gazu. Domaga się 10,2-proc. korekty. Nowa taryfa obowiązywałaby od 1 września do 31 grudnia tego roku. - Głównym powodem są wysokie koszty surowca. Ponosimy straty na sprzedaży gazu - mówi Cyryl Federowicz, dyrektor biura taryf PGNiG. Tłumaczy, że przyczyną strat jest przede wszystkim ciągła zwyżka cen importowanego gazu (sięgnęła ok. 10 proc. od wprowadzenia ostatniej taryfy), które są z kolei silnie uzależnione od cen ropy naftowej. - Taryfa, którą stosujemy, oparta jest na prognozach notowań surowców z 30 stycznia br. Obecnie kupujemy gaz po cenie wyższej od naszego kursu sprzedaży - mówi C. Federowicz. Na wyniki spółki niekorzystnie wpływa też umocnienie się dolara. PGNiG zastrzega jednak, że do końca roku uda się nieco zamortyzować negatywne tego efekty. - Zawarliśmy korzystne kontrakty na zakup dolara i ten czynnik nie będzie miał aż tak znacznego wpływu na wynik finansowy - twierdzi dyrektor Fedorowicz.
Spółka szacuje, że wzrost cen hurtowych nie uderzy mocno w kieszenie odbiorców detalicznych. - W ich przypadku opłaty za gaz powinny być wyższe o 4,4-6,2 proc. - komentuje C. Federowicz. - Odbiorcy hurtowi, tacy jak Orlen czy Puławy, zapłacą z kolei o 7-8 proc. więcej - dodaje.
URE rozpatruje też odwołanie, jakie PGNiG złożyło 4 lipca od decyzji w sprawie poprzedniego, odrzuconego wniosku o podwyżkę cen. Co się stanie, jeżeli zarówno ostatni wniosek, jak i odwołanie zostaną rozpatrzone negatywnie? - Będzie to sytuacja bardzo niekorzystna - mówi dyrektor Federowicz.
Dlaczego rosła
cena?