Blisko 6 proc. potaniały w poniedziałek akcje MacroSoftu (kurs wyniósł 38,1 zł) w reakcji na informację, że spółka zakończyła skupowanie własnych akcji. Buy-back trwał zaledwie miesiąc. W tym czasie informatyczna firma nabyła 80 tys. papierów po średniej cenie 40,9 zł. Najwięcej, bo aż 57 tys. akcji, kupiła w czwartek, 20 lipca w transakcjach pakietowych od kierownictwa firmy. Pieniądze "zgarnęło" pięć osób. Zasiadają w radzie nadzorczej i zarządzie. Łącznie buy-back "kosztował" spółkę ponad 3,2 mln zł. Pieniądze pochodziły z zysku wypracowanego w 2005 r. (wyniósł 3,9 mln zł).
- Nie zgadzam się z opinią, że MacroSoft skrzywdził drobnych akcjonariuszy, którzy nie mieli możliwości sprzedaży papierów - powiedziała Patrycja Ptaszek-Strączyńska, członek zarządu MacroSoftu. Zwróciła uwagę, że pakiet, który zbył łącznie menedżment w stosunku do wszystkich akcji objętych buy-backiem, odpowiada z grubsza wielkości udziałów, które wymienione osoby posiadają w akcjonariacie spółki. Nie wspomniała, że okazja do zarobku ominęła całą rzeszę drobnych graczy, którzy nie wiedzieli, że skup tak szybko się zakończy (MacroSoft nie opublikował regulaminu buy-backu) albo nie byli zainteresowani zbywaniem akcji. Przyznała, że MacroSoft zdecydował się na skupienie papierów tylko po to, żeby beneficjenci uniknęli konieczności płacenia podatku od dywidendy. W poprzednich latach spółka regularnie dzieliła się zyskami. Udziałowcy, dostawali kwotź netto po potrąceniu podatku, który teraz wynosi 19 procent. Pozbywając się akcji, uregulują jedynie podatek od różnicy pomiędzy ceną nabycia i sprzedaży.
Giełdowa spółka umorzy papiery, albo wyda je menedżmentowi (po cenie nie niższej niż skupiła z rynku) w ramach programu motywacyjnego.