Pisałem już wcześniej, że jestem w trochę niekomfortowej sytuacji oceniania rynku, który z jednej strony rzeźbi na wykresie wzorowy rynek byka, a z drugiej styl i otoczenie, w jakim się to odbywa budzi spory niepokój. Przy czym nie mam tutaj na myśli przysłowiowej giełdowej ściany strachu. Patrząc tylko na analizę techniczną, a wczorajsza sesja była kolejną w ramach rozpoczętego w połowie czerwca trendu wzrostowego, która potwierdziła siłę byków.
Na WIG20 mamy kolejną lukę hossy, poprawienie lipcowych szczytów. Dodatkowo ruch do góry miał miejsce na wyraźnie większym obrocie niż na poprzednich sesjach, korekty w trakcie dnia były płytkie, w końcu nowe szczyty hossy ustanowił WIG Banki, który przecież pokazuje giełdową koniunkturę w jednym z najważniejszych sektorów wpływających na WIG20 (ponad 1/3 wagi w indeksie). Droga ku majowym szczytom WIG20 dla techników stanęła otworem.
Gorzej jeśli ktoś na bieżąco ogląda notowania na GPW. Na przykładzie ostatniej sesji wygląda to tak - zaczynamy od wysokiego otwarcia, które z reguły nie jest poparte żadnym obrotem, a nastrój ustalają mniejsze spółki. W czwartek rano było to 8 "najlżejszych" spółek z WIG20, które przy niemal zerowych obrotach były liderami całego rynku. Potem do gry weszły spółki surowcowe, a następnie koszyki zleceń kupna, które na fali tego optymizmu zbyt mocno podgrzewają atmosferę na GPW. Oczywiście, przy tych obrotach nikt nie może zanegować, że tym razem KGHM i PKN interesują się duże fundusze, a nie spekulanci. Problem jednak w tym, że tak dużego zainteresowania nie był w stanie wygenerować żaden z dotychczasowych niezawodnych argumentów - ani wzrosty na rynkach regionu, które zostają w tyle za WIG20, ani napływ środków (wciąż brak) do globalnych funduszy inwestujących na emerging markets, ani też wzrosty na rynkach surowców, bo także tutaj w perspektywie dłuższej niż jedna sesja sytuacja nie jest tak jednoznaczna.
Oczywiście, wszystko można tłumaczyć jedynie "grą pod wyniki", choć z punktu widzenia AT będzie to równie bezwartościowe - bowiem do czasu zakrycia luki hossy z 20 lipca byki powinny patrzeć ku szczytom i być głuche na wszelkie ostrzeżenia. Choćby takie, że kontynuacja tego ruchu grozi po wakacjach (znienawidzony przez byki wrzesień/październik) powtórką z majowej przeceny.