Czytam, że i u nas ludzie kupują teraz nie gotowe domy, ale dziury w ziemi. Mieszkania rozchodzą się nawet w kilkanaście minut - znam takie przypadki. To czyste szaleństwo. Oliwy do ognia dolewają media, agencje i deweloperzy. Dlatego podobał mi się raport "Parkietu" o rynku nieruchomości z soboty, bo pokazywał sprawę szerzej i w kontekście nie tylko cen. Zabrakło może postawienia kropki nad i - że na mieszkaniach, czy to na świecie, czy u nas, można wprawdzie dobrze zarobić, ale że tu jest tak samo jak na giełdzie - po szczycie przychodzi korekta, a po szaleństwie możliwy jest krach.
Mieszkań zawsze u nas było mało, planów zagospodarowania nie ma, więc budować trudno, a o pieniądze bardzo łatwo. Ale kredyty trzeba będzie spłacić, rekordowe miliardy, dziesiątki miliardów. Teraz inflacja jest mała, ale jak podskoczy?
Jak do tego jeszcze grzmotnie spekulacyjny balon w innych krajach. Będzie huk i u nas, oj będzie. Bo ile za mieszkanie mogą zapłacić normalni ludzie? 5 tys., 10 tys. za metr czy 20 tys.? Ilu takich kupców się znajdzie? I jaki trzeba wziąć kredyt, jeśli się nie zarabia Bóg wie ile? Źebyśmy wszyscy zamiast w wymarzonej willi, nie obudzili się pod mostem.
Ryszard Prachimiuk