Moskiewski sąd arbitrażowy przychylił się do wniosku wierzycieli Jukosu i zdecydował o ogłoszeniu upadłości dawnego naftowego giganta. - To wyrok śmierci dla firmy - powiedziała dziennikarzom na sali rozpraw prawniczka Jukosu Drew Holiner.
Jukos do końca walczył o przetrwanie. Zwrócił się do sądu arbitrażowego z pozwem przeciwko rozpatrywanemu wczoraj wnioskowi wierzycieli. Ale ten ostatni manewr prawny firmy już nie zdołał ocalić.
Niespełna trzy lata temu Jukos był wyceniany przez giełdowych inwestorów na 44,5 miliarda dolarów, a teraz wart jest blisko trzydzieści razy mniej. Jego były szef Michaił Chodorkowski został uwięziony na Syberii pod zarzutem malwersacji podatkowych, natomiast firmie odebrano najważniejsze aktywa - zakłady wydobywcze w Nieftiejugańsku - które zlicytowano za rzekome długi wobec fiskusa. Wpadły w ręce państwowego koncernu Rosnieft.
Zobowiązania Jukosu zostały wycenione przez zarządcę komisarycznego Eduarda Rebguna na 18,2 mld USD, natomiast majątek firmy, którym teraz dysponuje, na pół miliarda dolarów mniej. Z taką wyceną nie zgadzają się władze i udziałowcy koncernu, według których aktywa są warte nawet 38 mld USD.
Do przejęcia majątku bankruta analitycy typują dwie państwowe firmy: wspomniany Rosnieft oraz gazowy gigant Gazprom. Ten drugi interesował się zakładami w Tomsku.