Dolar w dół, obligacje, kursy akcji i indeksy giełdowe w górę. Taka była reakcja rynków na komunikat amerykańskiego Departamentu Pracy o stanie zatrudnienia w lipcu.
Inwestorzy w Stanach i w Europie cieszyli się z tej skądinąd niekorzystnej informacji, bo maleje niebezpieczeństwo kolejnej podwyżki stóp procentowych w przyszłym tygodniu, kiedy zbiera się komitet otwartego rynku Rezerwy Federalnej (Fed).
W ubiegłym miesiącu, wbrew oczekiwaniom specjalistów, którzy nie spodziewali się zmiany tego wskaźnika, po raz pierwszy od listopada z 4,6 proc. do 4,8 proc. wzrosło bezrobocie. W lipcu amerykańskie firmy stworzyły mniej nowych miejsc pracy, niż prognozowali ekonomiści. Zatrudnienie wzrosło tylko o 113 tys. etatów. Spodziewano się 144 tys. i to po uwzględnieniu faktu, że gospodarka USA zwalnia. W czerwcu przybyło 124 tys. miejsc pracy. To skorygowane dane, o 3 tys. lepsze niż wstępne.
Zdaniem Jonathana Basile'a, ekonomisty Credit Suisse, słabszy rynek pracy może skłonić Fed do wstrzymania się z dalszymi podwyżkami stóp procentowych.
Średni miesięczny przyrost zatrudnienia w drugim kwartale wynosił 112 tys. osób i był najniższy od trzeciego kwartału 2003 roku. Ben Bernanke, szef amerykańskiego banku centralnego, 19 lipca w Senacie mówił, że w celu utrzymania stabilnego poziomu bezrobocia firmy powinny stworzyć około 130 tys. miejsc pracy.