Od wielu kwartałów mówi się o rosnących w zawrotnym tempie cenach nieruchomości w Polsce. Patrząc na porównania z innymi krajami, a także historiź zachowania tego rynku w Irlandii, Hiszpanii czy Portugalii, nie sposób traktować tego jak bańki spekulacyjnej. To z kolei sprawia, że coraz więcej osób decyduje się na kupno własnego mieszkania lub domu, korzystając przy tym z szeroko oferowanych kredytów hipotecznych. Dość stwierdzić, że od przystąpienia do UE, wartość kredytów dla gospodarstw domowych wzrosła o ponad połowę, podczas gdy dla przedsiębiorstw o zaledwie 3 proc.
Rozwój rynku mieszkaniowego jest ze wszech miar pożądany zarówno ze społecznego, jak i ekonomicznego punktu widzenia. Jednak tempo wzrostu kredytów hipotecznych może budzić obawy o przyszłą siłź nabywczą. Owszem, kupno mieszkania (zwłaszcza nowego) wywołuje natychmiastową niemal konieczność zakupu jego wyposażenia. Jednak w dłuższej perspektywie koszt obsługi kredytu jest zbyt duży, żeby mówić o utrzymującej się wysokiej konsumpcji. Bez większego znaczenia przy tym jest tzw. efekt bogactwa, który wynika z rosnących cen nieruchomości. Co prawda, metr kwadratowy z każdym dniem kosztuje więcej, ale przełożenie tego na konsumpcję może nastąpić dopiero w przypadku sprzedaży nieruchomości.
Na razie, co prawda, nie zanosi się na załamanie na rynku kredytów hipotecznych, zwłaszcza że relatywnie niższe oprocentowanie kredytów złotowych po części skompensuje niechęć NBP i Komisji Nadzoru Bankowego do kredytów walutowych. Jednak większość osób, które muszą spłacać raty kredytów hipotecznych, zapewne już zauważyła drenaż części środków, które normalnie zostałyby przeznaczone na konsumpcję.
Kiedy zatem można się spodziewać korzystniejszych zmian? Niewykluczone że już pierwsza połowa przyszłego roku pokaże spadek dynamiki konsumpcji prywatnej, a wzrost gospodarczy może spaść poniżej 4,5 proc. w całym 2007 r.
O związku między rynkiem nieruchomości a konsumpcją mówi się także w USA, choć w zupełnie odmiennym kontekście. Amerykanie bowiem wzrosty cen nieruchomości, które posiadają, wykorzystują do... zwiększenia swojego zadłużenia i dalszej konsumpcji. Mechanizm ten działa dopóki ceny mieszkań rosną. Dlatego też obawa o spadek dynamiki cen mieszkań i domów w USA jest główną przyczyną prognozowanego spowolnienia gospodarczego za oceanem. W Polsce mechanizm jest nieco inny, a powtarzające się doniesienia o coraz wyższych (i rosnących!) cenach sprawiają, że zadłużamy się pod sam limit zdolności kredytowej, co generalnie oznacza, że po opłaceniu raty i niezbędnych kosztów, na dodatkowe wydatki zostaje niewiele. Sytuacja na rynku nieruchomości bowiem zmusza dużą część Polaków do przedłożenia inwestycji ponad bieżącą konsumpcję.