Reklama

Efekt mieszkaniowy

Niewykluczone że już pierwsza połowa przyszłego roku pokaże spadek dynamiki konsumpcji prywatnej

Publikacja: 10.08.2006 08:47

Od wielu kwartałów mówi się o rosnących w zawrotnym tempie cenach nieruchomości w Polsce. Patrząc na porównania z innymi krajami, a także historiź zachowania tego rynku w Irlandii, Hiszpanii czy Portugalii, nie sposób traktować tego jak bańki spekulacyjnej. To z kolei sprawia, że coraz więcej osób decyduje się na kupno własnego mieszkania lub domu, korzystając przy tym z szeroko oferowanych kredytów hipotecznych. Dość stwierdzić, że od przystąpienia do UE, wartość kredytów dla gospodarstw domowych wzrosła o ponad połowę, podczas gdy dla przedsiębiorstw o zaledwie 3 proc.

Rozwój rynku mieszkaniowego jest ze wszech miar pożądany zarówno ze społecznego, jak i ekonomicznego punktu widzenia. Jednak tempo wzrostu kredytów hipotecznych może budzić obawy o przyszłą siłź nabywczą. Owszem, kupno mieszkania (zwłaszcza nowego) wywołuje natychmiastową niemal konieczność zakupu jego wyposażenia. Jednak w dłuższej perspektywie koszt obsługi kredytu jest zbyt duży, żeby mówić o utrzymującej się wysokiej konsumpcji. Bez większego znaczenia przy tym jest tzw. efekt bogactwa, który wynika z rosnących cen nieruchomości. Co prawda, metr kwadratowy z każdym dniem kosztuje więcej, ale przełożenie tego na konsumpcję może nastąpić dopiero w przypadku sprzedaży nieruchomości.

Na razie, co prawda, nie zanosi się na załamanie na rynku kredytów hipotecznych, zwłaszcza że relatywnie niższe oprocentowanie kredytów złotowych po części skompensuje niechęć NBP i Komisji Nadzoru Bankowego do kredytów walutowych. Jednak większość osób, które muszą spłacać raty kredytów hipotecznych, zapewne już zauważyła drenaż części środków, które normalnie zostałyby przeznaczone na konsumpcję.

Kiedy zatem można się spodziewać korzystniejszych zmian? Niewykluczone że już pierwsza połowa przyszłego roku pokaże spadek dynamiki konsumpcji prywatnej, a wzrost gospodarczy może spaść poniżej 4,5 proc. w całym 2007 r.

O związku między rynkiem nieruchomości a konsumpcją mówi się także w USA, choć w zupełnie odmiennym kontekście. Amerykanie bowiem wzrosty cen nieruchomości, które posiadają, wykorzystują do... zwiększenia swojego zadłużenia i dalszej konsumpcji. Mechanizm ten działa dopóki ceny mieszkań rosną. Dlatego też obawa o spadek dynamiki cen mieszkań i domów w USA jest główną przyczyną prognozowanego spowolnienia gospodarczego za oceanem. W Polsce mechanizm jest nieco inny, a powtarzające się doniesienia o coraz wyższych (i rosnących!) cenach sprawiają, że zadłużamy się pod sam limit zdolności kredytowej, co generalnie oznacza, że po opłaceniu raty i niezbędnych kosztów, na dodatkowe wydatki zostaje niewiele. Sytuacja na rynku nieruchomości bowiem zmusza dużą część Polaków do przedłożenia inwestycji ponad bieżącą konsumpcję.

Reklama
Reklama

Na koniec uwaga odnośnie do ewentualnego inflacyjnego wpływu wzrostu cen nieruchomości. Rosnące zadłużanie się Polaków jest wyraźnie widoczne w danych o podaży pieniądza, która od wejścia do UE rośnie średnio w tempie równym niemal 10 proc. rocznie. Europejski Bank Centralny, który dane o M3 traktuje jako niemal równorzędne z inflacją, ustalił referencyjną wartość dla wzrostu na poziomie 4,5 proc. Ponieważ jednak wpływ kredytów hipotecznych na inflację, liczoną według koszyka CPI (który nie uwzględnia przecież cen nieruchomości!), jest pomijalny, nie należy patrzeć na tak wysokie wzrosty podaży pieniądza jako na duże zagrożenie.

Ekonomista ING BSK

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama