Od początku sesji widać było, że największe fundusze zawarły na poniedziałek pakt o nieagresji i na polu giełdowej bitwy pozostali nieliczni inwestorzy pilnujący otwartych wcześniej pozycji. Scenariusze na takie świąteczne sesje są zawsze dwa. Albo rynek utknie w wąskiej konsolidacji przy niskich obrotach, albo kilku większych graczy wykorzysta niską płynność do spekulacyjnego przesunięcia rynku. Najzdrowszym rozwiązaniem jest wariant pierwszy i na szczęście został zrealizowany.
O tym co groziło w przypadku innych rozwiązań niech świadczy choćby przedpołudniowa gwałtowna przecena KGHM, który pod naporem zlecenia na zaledwie kilkanaście tysięcy akcji (!) spadł aż 3 proc. Wprawdzie faktycznie spadek cen miedzi na światowych rynkach ten ruch uzasadniał, ale jest różnica między agresywną podażą, a zupełnym brakiem popytu, co potwierdziła zresztą dalsza część sesji. W takich okolicznościach nie dziwi fakt, że na rynek nie spływały koszykowe zlecenia od arbitrażystów. Na takich sesjach to broń masowego rażenia.
Korzystając z poniedziałkowej pustki w serwisach warto wrócić na chwilę do wypowiedzi prezesa PKN i spojrzeć na nią z punktu widzenia inwestora zaangażowanego w kontrakty terminowe na indeks WIG20. Prezes PKN poinformował, że "wedle zapisów umowy mamy prawo do 31 grudnia odstąpić od zakupu jeśli istotnie spadnie wartość Możejek. Nasze szacunki wskazują, że nawet jeśli Możejki będą kupowały ropę nie z Rosji, to zakup (tej rafinerii) jest opłacalny". Jakie ma to znaczenie dla kontraktów terminowych? Na 1 sierpnia przypadał termin warunkowej dywidendy PKN (4,5 zł), którą spółka wypłaci w momencie, gdyby do marca przyszłego roku nie kupiła Możejek, a że WIG20 jest indeksem cenowym, to kontraktom na dzisiaj taka dywidenda zabiera 24 pkt.
Oczywiście w tej chwili wszystkie gwiazdy na niebie wskazują, że sprawa dywidendy jest zamknięta. Ale czy można nad tą deklaracją przejść do porządku dziennego, gdy w obecnym politycznym układzie głowa prezesa spaść może z dnia na dzień, a nominowany na to stanowisko partyjny kolega będzie musiał właśnie dywidendą uzupełnić dziurę w przedwyborczym budżecie i pokazując nieudolność poprzedników wycofa się z transakcji? "Trzy afery temu" takiego scenariusza w ogóle bym sobie nie wyobrażał, a dzisiaj przychodzi to już bez trudu.