Po wczorajszej sesji sytuacja techniczna GPW nie stała się wcale jaśniejsza. Owszem, spadek i kolejna nieudana próba przekroczenia połowy wysokiej czarnej świecy z piątku wydaję się dowodzić, że rynek nie jest gotowy do wzrostu, ale przy tym poziomie obrotów dowód ten jest dość słaby. Pozostajemy zatem w atmosferze niepewności odnośnie do dalszego kierunku ruchu cen. Składa się na nią m.in. wybicie ponad 62-proc. zniesienie majowo-czerwcowej fali spadkowej, które nie doczekało się kontynuacji. Zamiast spodziewanego w takiej sytuacji ataku na majowy szczyt doczekaliśmy się niemal 9-proc. spadku WIG20 w ciągu dwóch tygodni. Jednak podobnie jak wcześniejsza zwyżka, również ten ruch cen dokonał się przy niewielkich jak na ostatnie standardy obrotach. To nie jest zatem wyraźny sygnał odwrotu od akcji. Niemniej opierając się na przesłance, sugerującej większe znaczenie wolumenu jako wskaźnika potwierdzającego ruch cen w przypadku trendu wzrostowego, niskie obroty w większym stopniu podważają wiarygodność trwającej od połowy czerwca do końca lipca zwyżki niż ostatniego spadku. To też nie jest zbyt silny argument za kontynuację zapoczątkowanej w maju korekty długoterminowego trendu wzrostowego. Będzie silniejszy, jeśli wykres spadnie poniżej lokalnego dołka z 17 lipca, który wyznacza wsparcie na 2866,9 pkt. Sygnału do zdecydowanego ruchu możemy oczekiwać z rynków zagranicznych. W czasie kiedy WIG20 korygował ostatnie zwyżki, rozwinięte rynki, a także największe emerging markets odrabiały straty po majowym tąpnięciu. Indeksy Dow Jones Stoxx 50 i S&P 500 przekroczyły 62 proc. zniesienia ostatnich fal spadkowych, co zapowiada testy oporów wyznaczanych przez ustanowione przed trzema miesiącami kilkuletnie maksima. Koreański Kospi wybił się wczoraj ponad linią szyi
złowrogiej formacji podwójnego szczytu, w górę idę także brazylijski indeks Bovespa (choć dynamika zwyżki nie zachwyca), meksykański IPC czy rosyjski RTS.
Test majowych wierzchołków powinien udzielić odpowiedzi na pytanie, jak inwestorzy postrzegają perspektywy światowej gospodarki po przerwanej serii podwyżek stóp w USA.