Reklama

KGHM jest zagrożeniem

Trzy trendy, biegnące w różnych kierunkach, mają wpływ na notowania na GPW. To nie ułatwia inwestorom podejmowania decyzji

Publikacja: 19.08.2006 08:55

Trend długoterminowy wciąż jest rosnący. Choć WIG20 nie odnotował nowego szczytu już ponad trzy miesiące, a dodatkowo przełamał roczną linię trendu wzrostowego, to jednak pozostaje ponad główną linią wsparcia. Ta, poprowadzona przez dołki z marca 20003 i maja 2005, znajduje się w tej chwili na poziomie 2500 pkt. Na tej wysokości został też zbudowany dołek 14 czerwca.

Trend średnioterminowy ma kierunek boczny. Granice tendencji wyznacza szczyt z 11 maja, który na wykresie WIG20 znajduje się na 3347,8 pkt, oraz dołek z 14 czerwca, ukształtowany na 2536,9 pkt. Źeby nie było łatwo, indeks znajduje się dokładnie pośrodku tak wyznaczonego przedziału.

Począwszy od 31 lipca trend krótkoterminowy ma kierunek spadkowy. W czasie jego dominacji WIG20 stracił na razie 9 proc. i przełamał wzrostową linię trendu, która opisywała trwającą przez pół czerwca i cały lipiec zwyżkę. Najważniejszym punktem odniesienia dla oceny siły trwających już ponad dwa tygodnie spadków jest dołek z 17 lipca na 2867 pkt. Przełamanie tego wsparcia będzie, z punktu widzenia analizy technicznej, zapowiedzią zniżki do czerwcowego dołka i głównej linii trendu wzrostowego.

Scenariusz ten wydaje się dość prawdopodobny. Z punktu widzenia analizy technicznej uwagę zwracają niskie obroty, towarzyszące ostatniej fali wzrostowej, nieudana próba wybicia ponad majowy szczyt i wspomniane już przełamanie sześciotygodniowej linii trendu.

Analizując zachowanie warszawskiej giełdy, nie sposób uciec od spojrzenia na rynki zagraniczne. Z punktu widzenia naszego parkietu istotna jest przede wszystkim pewna rezerwa inwestorów globalnych w odniesieniu do emerging markets. Na początku sierpnia kwartalna zmiana indeksu wyliczanego przez Morgan Stanley dla rynków wschodzących spadła po raz pierwszy od dwóch lat poniżej minus 10 proc. Druga ważna obserwacja jest taka, że indeksy obrazujące koniunkturę na rynkach rozwiniętych - Dow Jones Stoxx 50 i S&P 500 - odrobiły już 75 proc. poniesionych w maju i czerwcu strat, natomiast wskaźnik dla rynków wschodzących tylko 60 proc.

Reklama
Reklama

Zmniejszone zainteresowanie rynkami wschodzącymi znajduje potwierdzenie w ograniczonym napływie środków do funduszy lokujących na emerging markets. Z danych firmy Emerging Portfolio Fund Research wynika, że od kiedy w połowie czerwca zaczęło się odrabianie strat po wcześniejszym tąpnięciu, wpływy netto do tej grupy funduszy wyniosły tylko 200 mln USD, przy całkowitych aktywach sięgających 265 mld USD. Nie przeszkodziło to we wzroście indeksu rynków wschodzących o 16 proc.

Napędem dla zwyżki - na rynkach wschodzących i rozwiniętych - były dane z amerykańskiej gospodarki, sugerujące, że tamtejsze władze monetarne nie będą na razie podnosić stóp procentowych. Inwestorzy przeszli do porządku dziennego nad faktem, że liczby bardziej właściwie sugerują, iż powodem wstrzymania się od podnoszenia kosztów pieniądza jest spadające tempo wzrostu gospodarczego, a nie obniżająca się w istotny sposób inflacja. Roczna inflacja bazowa CPI wyniosła 2,7 proc. i była najwyższa od grudnia 2001 r. W tej sytuacji kolejna fala hossy na światowych rynkach akcji jest wątpliwa i trudno będzie o wzrost także na krajowym parkiecie. Porównanie rocznych zmian kursów i zysków czołowych spółek z indeksu WIG20 prowadzi do wniosku, że głównym zagrożeniem dla koniunktury jest KGHM. Dla pięciu z sześciu czołowych spółek w portfelu indeksu roczna zmiana kursu jest porównywalna z tempem, w jakim rośnie zysk netto. Sytuację, w której wzrost zysku dla Pekao i BPH jest wyższy niż zwyżka kursów, można interpretować jako przejaw obaw inwestorów, czy w przyszłości wyniki banków w dalszym ciągu będą się poprawiać w tym tempie. Jeszcze trzy miesiące wcześniej byli przekonani, że zyski będą się zwiększać. Tylko dla KGHM w dalszym ciągu różnica między dynamiką wzrostu kursu i zysku, mimo iż przez ostatnie trzy miesiące zmniejszyła się o ponad połowę, jest bardzo wysoka. To ogranicza potencjał wzrostowy najważniejszej z punktu widzenia wartości WIG20 spółki. Jeśli tylko pojawią się dalsze sygnały słabnącego tempa wzrostu gospodarczego na świecie, które przełożą się na spadek cen miedzi, KGHM stanie się głównym kandydatem do pociągnięcia rynku w dół. Podjęta w ostatnich dwóch tygodniach nieudana próba przełamania oporu w okolicach 120 zł ostrzega, że taki scenariusz nie jest rozwiązaniem czysto teoretycznym.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama