Część spółek pojawia się na giełdzie po słabym kwartale, ale przed zaprezentowaniem wyników za ten nieudany okres. Kupujący akcje znają więc tylko te dobre dane finansowe. Efekt? Szybki zawód inwestorów.
Na minusie
Śledząc fora internetowe, można dojść do wniosku, że największe rozczarowanie giełdowi gracze przeżyli po publikacji wyników Gino Rossi. Po tym, jak Deutsche Bank kupił ponad 5 proc. jego akcji, gracze giełdowi spodziewali się bardzo dobrych rezultatów. Pamiętali, że Gino Rossi zarobił na czysto w I kwartale 2,8 mln zł (prawie trzykrotny wzrost rok do roku). Tymczasem stracił on w II kwartale prawie 1 mln zł przy przychodach 19,68 mln zł. Przed rokiem sytuacja prezentowała się zdecydowanie lepiej: choć producent butów sprzedał wyroby za prawie 3 mln zł mniej, to stracił jedynie 0,12 mln zł. Prawie o trzy czwarte, do 0,27 mln zł, zmniejszył się zysk na działalności operacyjnej. - Spodziewam się jednak znaczącej poprawy w III i IV kwartale, bo teraz spółka poniosła duże koszty związane z zaopatrzeniem sklepów - mówi Remigiusz Sopel, analityk IDMSA.
O 42 proc., do 1,45 mln zł, zwiększyła się w II kwartale strata Intersportu. Przychody wzrosły o 31 proc., do 16,9 mln zł. Właściciel sieci sklepów z odzieżą i sprzętem sportowym tłumaczy, że powodem pogorszenia wyniku netto było m.in. otwarcie dwóch nowych salonów. Czego mogą zatem spodziewać się w przyszłości inwestorzy, skoro spółka zapowiada, że w tym roku powstaną dwie kolejne placówki, a w następnych dwóch latach otworzy nawet 10 następnych? - Sklepy zostaną uruchomione za gotówkę, którą pozyskaliśmy od inwestorów. Nowe inwestycje nie obciążą więc bieżących wyników - odpowiada Agnieszka Wąsik, dyrektor marketingu Intersportu.
Wejście na giełdę nie pozwoliło na znaczną poprawę wyników Domowi Obrotu Wierzytelnościami Cash Flow (zadebiutował na GPW w maju). Spółka miała w II kwartale 50 tys. straty (przed rokiem 130 tys. zł), przy wzroście przychodów o 64 proc., do 5,87 mln zł.