Amerykańscy pracodawcy w sierpniu stworzyli 128 tysięcy nowych etatów. To trochę więcej, niż prognozowali ekonomiści i wystarczająco, by zapewnić wzrost wydatków konsumpcyjnych i PKB, mimo pogorszenia koniunktury na rynku nieruchomości.
Z piątkowego raportu Departamentu Pracy wynika też, że w lipcu przybyło 121 tys. etatów, a nie 113 tys., jak pierwotnie szacowano. Stopa bezrobocia spadła w Stanach Zjednoczonych do 4,7 proc., z 4,8 proc. w lipcu. W maju i w czerwcu bezrobocie było jeszcze mniejsze. Stopa wynosiła 4,6 proc., najmniej od pięciu lat.
To są ostatnie dane z rynku pracy, jakimi będą dysponować członkowie Federalnego Komitetu Rynku Otwartego, gdy 20 września spotkają się, by podjąć decyzję o poziomie stóp procentowych w USA. Zatrudnienie w USA wprawdzie nadal wzrasta, ale wolniej niż na wiosnę, z czego wynika, że w najbliższych miesiącach bank centralny zapewne nie będzie zmieniał kosztów kredytu. Ta przerwa da czas na precyzyjne określenie, czy 17 kolejnych podwyżek spowolniło tempo wzrostu gospodarczego na tyle, by Ameryce nie groziła nadmierna inflacja.
Najwięcej miejsc pracy, 118 tys., przybyło w sierpniu w usługach, do których zalicza się w USA m.in. handel detaliczny, banki i agencje rządowe. Ponad połowa etatów, 60 tys., powstała w oświacie i służbie zdrowia.
Drugi miesiąc z rzędu spadało zatrudnienie w przemyśle. W sierpniu ubyło tam 11 tys. miejsc pracy i roboczy tydzień skrócił się do 41,3 godziny, z 41,4. Firmy budowlane zwiększyły zatrudnienie o 17 tys., najwięcej od lutego, przy czym ponad połowa nowych miejsc pracy przypadła na budownictwo komercyjne.