Z czterema ukraińskimi spółkami, które mogą zadebiutować na naszym parkiecie, rozmawiali w minionym tygodniu przedstawiciele Giełdy Papierów Wartościowych. - Z warunkami wejścia do obrotu chcą się zapoznać dwa przedsiębiorstwa z Lwowa - mówi po wizycie Ludwik Sobolewski, prezes GPW. Jedna z nich to Galnaftogaz, o którym "Parkiet" pisał już w ubiegłym tygodniu. - Kolejnych trzech klientów, którzy rozważają wprowadzenie akcji do Polski, ma firma doradcza Awtoalians - dodaje. Jednak nazw ani on, ani Anatolij Otczenasz, szef Awtoaliansu, nie chcą na razie zdradzić. Dodajmy, że podczas pobytu w Kijowie przedstawiciele GPW rozmawiali też z pięcioma innymi spółkami doradczymi.
Za mało o sobie wiemy
Brak wiedzy to najpoważniejsza bariera na drodze ukraińskich przedsiębiorstw na naszą giełdę. - Nie ma informacji o warunkach pozyskania kapitału z polskiego rynku, a nasza giełda, jeśli w ogóle jest jakoś postrzegana, to zazwyczaj jako lokalny rynek przeznaczony dla polskich spółek - wyjaśnia L. Sobolewski. Jednocześnie dodaje, że i my nie znamy za dobrze tamtejszych parkietów i ich realiów. - Potrzebna jest więc informacja dla obu stron - konstatuje.
Dlatego GPW rozważa pomysł uruchomienia stałego przedstawicielstwa w Kijowie. Chce też powołać platformę informacyjną, dzięki której polscy inwestorzy otrzymywaliby bieżące informacje na temat tych zagranicznych branż, które mogłyby być reprezentowane na GPW. Jeśli będą mieli taką wiedzę, będą się też interesować zagranicznymi firmami. - Musimy pokazać ukraińskim spółkom, że mogą u nas liczyć na popyt ze strony inwestorów i przez to większe obroty niż w Londynie czy Frankfurcie - wyjaśnia prezes GPW. - Jeśli tego nie zrobimy, mogą nie pójść śladem Astarty - dodaje. Przewaga w postaci niskich kosztów wprowadzenia akcji może nie wystarczyć.
Być gwiazdą parkietu