Czwartkowe notowania na Wall Street rozpoczęły się od spadków głównych indeksów. Pod znakiem zniżki notowań upłynął też wczorajszy dzień na głównych europejskich i azjatyckich parkietach.

Pogorszenie klimatu inwestycyjnego na światowych rynkach akcji obecnie raczej nie powinno dziwić. I to nie dlatego, że mamy początek września, czyli miesiąca czy też okresu, który historycznie nienajlepiej kojarzy się wszystkim posiadaczom akcji. I również nie dlatego, że jak ujawnił protokół z ostatniego posiedzenia FOMC, a potwierdził opublikowany w środę raport o stanie amerykańskiej gospodarki (Beżowa Księga), Fed boi się nadmiernego spowolnienia gospodarczego. Na pogorszenie koniunktury na światowych giełdach, które wywołały ostatnie spadki na Wall Street, wskazywało właśnie samo zachowanie Wall Street.

Indeksy Dow Jones i S&P500 z coraz mniejszą dynamiką ruchu i przy stale zmniejszających się obrotach, zbliżały się bowiem do majowych szczytów (odpowiednio 11 642,65 pkt i 1 325,76 pkt). To w sposób wyraźny wskazywało, że szanse na pokonanie tych poziomów były tylko iluzoryczne. Szczególnie że coraz mniejsza dynamika zwyżki sprawiała, że zarówno dla DJIA, jak i S&P500, od dwóch tygodni pogarszała się sytuacja na dziennych wskaźnikach, sprawiając, że niewiele je dzieli od wygenerowania wstępnych sygnałów sprzedaży.

Aktualna sytuacja techniczna na wykresach omawianych indeksów, jeszcze w sposób jednoznaczny nie przesądza o zniżce notowań w kolejnych dniach czy tygodniach. Z dużym, a może nawet z bardzo dużym prawdopodobieństwem można natomiast założyć, że wybicie obu indeksów ponad majowe szczyty jest w najbliższym czasie nierealne.

Tymczasem rosną szanse spadków. Można przyjąć, że poziomem docelowym dla ewentualnej przeceny są czerwcowe dołki. Na wykresie S&P500 minimum zostało wtedy zbudowane na 1223,68 pkt., dla Średniej Przemysłowej Dow Jones na 10 706,13 pkt.