Reklama

Problemy byłego ministra

Publikacja: 19.09.2006 07:32

Emil Wąsacz został zatrzymany wczoraj rano. Na polecenie Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku. Poniedziałkowa akcja CBŚ miała związek z prowadzonym od 2005 r. śledztwem w sprawie prywatyzacji PZU. W 1999 r. ministerstwo skarbu sprzedało 30 proc. akcji polskiego ubezpieczyciela, konsorcjum Eureko i BIG Banku Gdańskiego. Wczoraj wieczorem byłemu ministrowi w rządzie J. Buzka prokuratura postawiła zarzuty dotyczące niedopełnienia obowiązków związanych z ochroną interesu Skarbu Państwa przy prywatyzacji PZU. Podejrzany nie przyznał się do zarzutów.

Opóźniona akcja

Do zatrzymania byłego ministra skarbu miało dojść już w zeszłym tygodniu. - Ponieważ zbiegało się to z walnym zgromadzeniem Stalexportu (Emil Wąsacz jest obecnie prezesem tej spółki - red.), gdzie debatowano o odwołaniu Wąsacza ze stanowiska, podjąłem wspólnie z prokuratorami z Gdańska decyzję, by odstąpić od zatrzymania - wyjaśnił Janusz Kaczmarek, prokurator krajowy. - Nie chcieliśmy, by powstało wrażenie, że prokuratura wpływa na decyzje kadrowe w Stal-

exporcie - dodał.

Gdańscy prokuratorzy potwierdzili, że w śledztwie badany jest wątek korupcyjny. Nie chcieli podać szczegółów. Nie wiadomo też, czy w najbliższym czasie dojdzie do kolejnych zatrzymań urzędników państwowych, odpowiedzialnych za prywatyzację PZU. Jak stwierdził J. Kaczmarek, w tej sprawie nic nie jest wykluczone. - Poza Emilem Wąsaczem o żadnych innych nazwiskach nie chciałbym dziś mówić - dodał.

Reklama
Reklama

Według opinii przytaczanych przez prokuratora krajowego, na każdym etapie prywatyzacji PZU dochodziło do nieprawidłowości. Janusz Kaczmarek formułował opinie na podstawie raportu, oceniającego prywatyzację PZU, który stworzyła firma audytorska BDO.

Prokurator wylicza błędy

Wątpliwości, według raportu BDO, budzi przede wszystkim wybór doradcy prywatyzacyjnego - banku ABN Amro. Jak powiedział J. Kaczmarek, prawdopodobnie doszło do konfliktu interesów między wybranym doradcą a nabywcą akcji PZU, holenderskim Eureko. Nie podał, na czym konkretnie ów konflikt polegał. - Trzeba przypomnieć, że o możliwym konflikcie interesów ABN Amro nie poinformowało ministerstwa skarbu - zaznaczył prokurator. Zwracał też uwagę, że należytej staranności przy ocenie oferty Eureko nie dochowało ministerstwo skarbu.- Eureko przedstawiło swoje dane finansowe, ale te nie zostały przez resort odpowiednio zweryfikowane - tłumaczył.

To nie była najlepsza oferta

W porównaniu z ofertami złożonymi przez inne startujące w wyścigu o PZU firmy, propozycja Eureko wyglądała blado. - Doradca prywatyzacyjny nie zauważył, że przypis składki Eureko był ponad 60 razy mniejszy niż np. francuskiej Axy, która również brała udział w przetargu i że Eureko miało marginalny udział w europejskim rynku ubezpieczeń - mówił J. Kaczmarek. Oprócz Axy w przetargu startował również Allianz, jedna z najsilniejszych grup ubezpieczeniowych w Europie. - BDO określa Eureko jako słabego inwestora branżowego - podkreślał prokurator krajowy.

Konkluzja raportu BDO jest jednoznaczna: Nie można z całą mocą stwierdzić, że wybór Eureko przy prywatyzacji PZU był wyborem najkorzystniejszym i najlepiej oddającym interesy Skarbu Państwa. - Jest to jedyna prywatyzacja z tamtego okresu, w której nie przeprowadzono tzw. równoległych negocjacji - tłumaczył wczoraj wnioski z raportu J. Kaczmarek. - Zawsze, gdy w przetargu pozostają dwie firmy, prowadzi się z obiema naraz rozmowy o cenie nabywanych akcji. Po to, by tę cenę podbić. W sprawie PZU tego nie zrobiono - dodał.

Reklama
Reklama

Nieważna prywatyzacja?

Jak przypomniał J. Kaczmarek, Alicja Kornasiewicz, ówczesna wiceminister, oświadczyła, że rekomendacje, przedstawione przez doradcę prywatyzacyjnego, nie dają gwarancji wynegocjowania najwyższej możliwej ceny za akcje PZU.

Czy śledztwo gdańskich prokuratorów doprowadzi do unieważnienia umowy prywatyzacyjnej z 1999 r.? Na to pytanie nie chciał odpowiedzieć ani Janusz Kaczmarek, ani Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości. Jak zaznaczyli, decyzja, czy umowa zostanie zaskarżona, należy do ministra skarbu.

Komentarz

Janusz Lewandowski, były minister skarbu, eurodeputowany:

To pokazowa akcja, mająca uzasadnić tezę: prywatyzacja była zła

Reklama
Reklama

Moim zdaniem, mamy do czynienia z kolejną pokazową akcją wymiaru ścigania i sprawiedliwości. Ma ona niechlubną tradycję, żeby przypomnieć chociaż głośne zatrzymanie Andrzeja Modrzejewskiego, byłego wiceprezesa Orlenu.

Nie widzę uzasadnienia dla zastosowania takich metod. Emil Wąsacz nie ukrywa się, jest osobą publiczną, prezesem dużego przedsiębiorstwa giełdowego. Jest gotów w każdej chwili stawić się na każde wezwanie. Moim zdaniem, podstawy do zatrzymania pana Wąsacza są wątpliwe. Dotyczą zaszłości sprzed wielu lat. Były minister wielokrotnie tłumaczył się z różnych zarzutów dotyczących prywatyzacji nie tylko PZU, ale i Telekomunikacji Polskiej czy Domów Towarowych Centrum.

Spektakularne akcje mają uzasadnić tezę PIS-u. Wszystko, co dotyczy przeszłych prywatyzacji jest złe, natomiast zamrożenie prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw przez ministra skarbu Wojciecha Jasińskiego jest uzasadnione.

Emil Wąsacz jako prezes Stalexportu odpowiada przecież za miejsca pracy. Jego zatrzymanie nie mogło nie wpłynąć negatywnie na kurs giełdowy przedsiębiorstwa. Wygląda na to, że hasło "gospodarka, głupcze!" nie wisi, niestety, w gabinetach decydentów obecnej koalicji.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama