Przesłuchanie Emila Wąsacza w gdańskiej prokuraturze zakończyło się we wtorek krótko po północy. Kolejne rozpoczęło się wczoraj rano. Trwało około trzech godzin. Byłemu ministrowi skarbu, prezesowi giełdowego Stalexportu, postawiono zarzuty niedopełnienia obowiązków przy prywatyzacji PZU. Jeśli się potwierdzą, Wąsaczowi grozi do 10 lat więzienia.

Były minister skarbu nie przyznał się do stawianych zarzutów. Prokuratura zakazała mu opuszczania kraju i poleciła zapłacić 100 tys. zł kaucji. Kolejne przesłuchanie Wąsacza odbędzie się 27 i 28 września.

- Jako minister skarbu wypełniłem absolutnie wszystkie obowiązujące normy prawne. Nie mam wątpliwości, że przy prywatyzacji PZU wybrano najlepszą ofertę - mówi "Parkietowi" Emil Wąsacz. - Zarzut, że przetargu nie wygrała największa ze startujących firm, jest absurdalny - dodaje. W wyścigu o akcje PZU brały udział m.in. Axa i Allianz, największe grupy ubezpieczeniowe w Europie. Jak mówi Emil Wąsacz, zarzuty, które stawia mu prokuratura to żadna nowość. - Słyszę je od kilku lat. Dokładnie to samo zarzucała mi komisja śledcza ds. PZU - przypomina były minister.