Ostatnie dni na zagranicznych rynkach nie przyniosły rewolucyjnych zmian. Na giełdach za oceanem wciąż trwa średnioterminowy wzrosty, ale wydaje się, że wkrótce trend może się odwrócić. Z kolei na rynkach środkowoeuropejskich już od kilku tygodni panuje trend horyzontalny i jak na razie brak sygnałów świadczących o jego zakończeniu. Wzrost na amerykańskim rynku trwa już ponad dwa miesiące. S&P 500 dotarł na przełomie tygodnia do strefy oporu 1325-1327 pkt i od kilku sesji bezskutecznie próbuje ją przełamać. Prócz długich cieni ostatnich świec, świadczących o toczącej się walce popytu z podażą, na razie brak konkretnych sygnałów. Niezależnie jednak od wyniku testu wspomnianego oporu wydaje się, że w średnim terminie potencjał wzrostowy mógł się wyczerpać. Nawet ewentualne przełamanie 1325-1327 pkt oznaczałoby możliwość wzrostu jedynie o 20-25 punktów. W związku z powyższym choć w krótkim terminie sytuacja jest na razie nierozstrzygnięta, to w średnim horyzoncie inwestycyjnym należy wypatrywać sygnałów odwrócenia tendencji.

Przez ostatnie tygodnie na rynkach środkowoeuropejskich niezmiennie panował trend horyzontalny. Dopiero ostatnie sesje przyniosły nieco silniejsze spadki głównych indeksów regionu. Na razie jednak jest to jeszcze zbyt mało, by można było mówić o zmianie tendencji w średnim horyzoncie inwestycyjnym. Choć osobiście stawiałbym na kontynuację spadków zarówno w krótkim, jak i średnim terminie, to z ogłoszeniem początku nowego trendu należy poczekać na wybicie z konsolidacji. Tym samym bieżące spadki na razie powinny być rozpatrywane wyłącznie w horyzoncie krótkoterminowym. Jeśli rzeczywiście obecna tendencja utrzymałaby się w dłuższym terminie, to indeksy rozpoczęłyby ostatnią, spadkową falę korekty zapoczątkowanej w pierwszej połowie maja tego roku. W takim wypadku spadki mogłyby sięgnąć nawet lokalnych minimów z czerwca, po czym na rynek mógłby powrócić długoterminowy trend wzrostowy.