Linie lotnicze muszą jeszcze poczekać na odbiór pierwszych egzemplarzy zabierającego na pokład 555 pasażerów Airbusa A380. W projekcie doszło do kolejnych opóźnień - podał EADS, spółka matka Airbusa.
European Aeronautic, Defence & Space poinformowała, że wciąż nie został zatwierdzony harmonogram dostaw potężnej maszyny ani nie podliczyła, jakie koszty poniesie w związku z opóźnieniami. Szczegóły mają być znane w ciągu czterech tygodni. Wtedy skończy się w firmie wewnętrzny audyt. Zarządził go mianowany w lipcu nowy szef Airbusa Christian Streiff, który miał załagodzić kryzys. Miesiąc wcześniej wyszło na jaw, że projekt A380 jest spóźniony co najmniej o rok, a EADS straci z tego powodu 2 miliardy euro w czterech najbliższych latach.
Producent A380 ma najwięcej problemów z okablowaniem maszyny. Do rozprowadzenia jest 500 kilometrów przewodów na dwóch pokładach, a na dodatek każdy z przewoźników zamawiających samolot dostał możliwość dowolnej konfiguracji "opcji rozrywkowych" dla pasażerów (telewizja, gry wideo), co mocno komplikuje sprawę. - Klienci Airbusa nie będą z opóźnień zadowoleni. Mogą wystąpić o wysokie odszkodowania - uważają analitycy. Wczoraj akcje EADS traciły około 4 proc., a od początku roku spadły już o 30 proc. Tylko wczoraj wartość firmy stopniała o 750 mln euro.
Airbus ma też problemy z modelem A350 (projekt nowej wersji nie cieszył się powodzeniem i zapadła decyzja o modyfikacjach) i w tym roku to znów amerykański Boeing jest pierwszy pod względem liczby zdobytych kontraktów.
Mimo sporych opóźnień analitycy spodziewają się, że Airbus, żeby zachować twarz, zrobi wszystko, by dostarczyć w terminie pierwsze egzemplarze A380, przeznaczone dla linii Singapore Airlines. Ma na to czas do końca grudnia. Pod znakiem zapytania stoją dostawy w przyszłym roku i później.