Kontrolowana pośrednio przez Orlen rafineria Paramo, może zostać zamknięta - bije na alarm holenderska firma Middle Europe Investments, która jest mniejszościowym akcjonariuszem czeskiej firmy. Zarzuty stanowczo odpiera zarząd Paramo.
Paramo to położony w czeskich Pardubicach producent wyrobów rafineryjnych i asfaltów. Spółka należy w 73,52 proc. do Unipetrolu, który z kolei jest kontrolowany przez płocki koncern. Sam Orlen także ma nieduży (3,73 proc.) pakiet akcji Paramo. Ok. 15 proc. papierów, notowanej na praskiej giełdzie spółki, to własność holenderskiej firmy Middle Europe Investments. Jest ona jednak skonfliktowana z Unipetrolem i Orlenem.
Ostatnio członek zarządu MEI Tomas Horak ogłosił, że według jego wiedzy większościowy akcjonariusz chciał zamknąć rafinerię w Pardubicach, a jej produkcję przenieść do Polski. Zarzucił też zarządowi Paramo, że zawiera niekorzystne dla spółki transakcje i prowadzi nieprzejrzystą politykę informacyjną wobec akcjonariuszy mniejszościowych.
Zarzuty MEI stanowczo odrzucają władze pardubickiej firmy. - Nie mamy żadnych zamiarów dotyczących zamknięcia rafinerii ani jakichkolwiek planów dotyczących przeniesienia produkcji do Polski - zapewnił "Parkiet" prezes Parama Ivan Ottis. - MEI wywołuje nerwową atmosferę wokół spółki. Jest to sprzeczne z interesami wszystkich akcjonariuszy, którym powinno przecież zależeć na wzroście wartości firmy - dodał prezes Paramo.
Przypomnijmy, że to nie pierwszy konflikt MEI z grupą Unipetrolu. Pod koniec sierpnia holenderska firma zapowiedziała podjęcie kroków prawnych przeciwko paliwowemu koncernowi z Pragi. Wtedy też chodziło o Paramo. MEI twierdzili, że polityka Unipetrolu obniża wartość jej inwestycji w pardubicką rafinerię. Fundusz kupił 15-proc. pakiet akcji Paramo trzy lata temu, płacąc za każdy papier 500 koron. W ub.r. Orlen ogłosił wezwanie na walory tej spółki po 701 koron. Zdaniem MEI to znacznie mniej niż faktycznie warte są papiery i zażądal 1488 koron. W piątek giełdowy kurs Paramo wyniósł 800 koron.