Cena ropy naftowej spadła w poniedziałek poniżej 60 dolarów za baryłkę i była najniższa od pół roku. Sprawił to m.in. prezydent Iranu Mahmoud Ahmadinejad, który zadeklarował gotowość przedyskutowania wszystkich kwestii, jeśli USA przestaną grozić mu sankcjami. Głównym problemem jest irański program atomowy.
Drugim czynnikiem, wpływającym wczoraj na rynek ropy, była informacja British Petroleum, że koncern może wznowić wydobycie na większej części swoich pól naftowych na Alasce. Taniejąca ropa zaszkodziła spółkom naftowym, wartość ich akcji na giełdach spadała. Zmianę trendu boleśnie odczuły fundusze inwestycyjne, które zbyt późno ulokowały w nich pieniądze.
Gracze natomiast chętnie kupowali walory przewoźników lotniczych i firm motoryzacyjnych, branż wrażliwych na cenę tego surowca. - Rynek właśnie odkrył, że popyt i podaż są bardzo dobrze dopasowane - komentuje Andy Sommer, analityk hamburskiego HSH Nordbanku. Z takiego obrotu sprawy cieszą się konsumenci. W USA w okresie dwóch tygodni średnia cena galonu (3,78 l) benzyny spadła o 23,5 centa - do 2,42 dolara. Jest szansa, że dzięki temu presja inflacyjna osłabnie i bank centralny, po siedemnastu podwyżkach, wreszcie zacznie ciąć stopy procentowe.
2,42 USD
- tyle średnio kosztuje