Związkowcy z Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych "Przyjaźń" (PERN) zamierzają 16 października ostrzegawczo (prawdopodobnie na dwie godziny) wyłączyć wszystkie obsługiwane przez spółkę rurociągi. Dostarczają one ropę m.in. do Lotosu i Orlenu oraz odbierają z rafinerii gotowe paliwa. - Jeśli rząd nie skonsultuje podjętej decyzji o wydzieleniu z PERN-u rurociągów transportujących gotowe paliwa oraz przekazaniu ich Operatorowi Logistycznemu Paliw Płynnych, to rurociągi przestaną działać na bardzo długo - grozi Zenon Kijuć, szef Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjnego (MKP) w PERN. Chce debaty sejmowej w tej sprawie i spotkania z członkami sejmowych komisji skarbu i gospodarki. PERN już szykuje się na poniesienie strat. - Wiemy, że oprócz zmniejszonych przychodów, musielibyśmy także zapłacić odszkodowania - mówi Tomasz Zakrzewski, rzecznik prasowy PERN "Przyjaźń".

- Ostrzegawcze wyłączenie rurociągów, o ile do niego dojdzie, nie będzie miało wpływu na rynkową wycenę rafinerii - uspokaja Michał Buczyński, analityk Millennium DM. - Rafinerie mają zapasy na kilka tygodni - zapewnia Beata Karpińska z biura prasowego Orlenu. - Należy jednak pamiętać, że zakręcanie rurociągów to nie tylko sprawa Orlenu i Lotosu. To także problem bezpieczeństwa energetycznego kraju i dostaw ropy do innych państw (PERN tłoczy ropę także do dwóch niemieckich rafinerii - red.) - wskazuje M. Buczyński.

Gdyby rurociągi przestały tłoczyć ropę dłużej, rafinerie miałyby poważny problem. Specjaliści twierdzą bowiem, że transport ropy cysternami zamiast rurociągami byłby niewykonalny, nie mówiąc już o kosztach takiego przedsięwzięcia. Transport zastępczy mógłby zdać egzamin tylko w przypadku odcięcia rafinerii od rurociągów produktowych. Dlatego, zdaniem ekspertów, państwo polskie nie dopuści do takiej sytuacji.