Osiem godzin przesłuchań szefów Hewlett-Packard przed komisją Izby Reprezentantów nie przyniosło odpowiedzi na pytanie, kto w spółce jest odpowiedzialny za zezwolenie na stosowanie nielegalnych metod w czasie wewnętrznego śledztwa.

Nikt z byłych i obecnych dyrektorów producenta komputerów nie wziął na siebie odpowiedzialności za wyrażenie zgody na nielegalne kontrolowanie billingów swoich kolegów oraz dziennikarzy.

Komisja ds. Energetyki i Handlu próbuje ustalić, dlaczego firma detektywistyczna wynajęta przez H-P w celu ustalenia źródeł przecieku z rady nadzorczej weszła nielegalnie w posiadanie billingów telefonicznych członków zarządu oraz dziennikarzy zajmujących się H-P. Praktyka podszywania się pod inną osobę w celu uzyskania informacji (tzw. pretexting) jest niezgodna z prawem. Aż dziesięcioro spośród 14 osób wezwanych na Kapitol odmówiło składania zeznań.

Dyrektor generalny Hewlett-Packard Mark Hurd powiedział w Kongresie, że niewiele wiedział o toczącym się wewnętrznym śledztwie, ponieważ koncentrował się przede wszystkim na sprawach organizacyjnych spółki. Przed wzięciem na siebie odpowiedzialności uciekała także była prezes H-P Patricia Dunn, która za ujawnienie skandalu zapłaciła własną posadą. Przyznała w Kongresie, że o tym, iż przy ustalaniu źródeł przecieku zastosowano nielegalne metody, dowiedziała się dopiero po fakcie. Jej słowom przeczyły jednak zeznania Ronalda de Lia z wynajętej przez H-P firmy Security Outsourcing Solutions, który oświadczył, że Dunn była systematycznie informowana o postępach i metodach stosowanych w dochodzeniu.

(Nowy Jork)