W przyszłym tygodniu rozstrzygnie się, czy Polskie Stronnictwo Ludowe wejdzie do koalicji PiS-LPR. Dalej jednak nie wiadomo, czy ludowcy rozpoczęli z Prawem i Sprawiedliwością formalne negocjacje i czego będą dotyczyć. Politycy PSL zaprzeczają informacjom "Rzeczpospolitej", jakoby PiS oferował im dwa z trzech ministerstw: rolnictwa, środowiska i gospodarki.
Stronnictwo unika przedstawienia warunków programowych. Zastrzega tylko, że chce, aby PiS "odeszło od atmosfery wojny". Jednym z postulatów ludowców może być ułatwienie rolnikom prowadzenia działalności gospodarczej, bez groźby przejścia z KRUS do ZUS. Dzisiaj niskie składki do Kasy (240,8 zł kwartalnie) płacą także osoby, które "dorabiają" poza rolnictwem, ale zapłacili podatek od dochodów z działalności gospodarczej nie większy niż 2643 zł. Po przekroczeniu tego progu muszą rozpocząć odprowadzanie składek do ZUS. "Wypadnięcie" z rolniczej Kasy po prostu się nie opłaca, bo składki wynoszą wówczas 45 proc. dochodu.
PSL proponuje podnieść pięciokrotnie pułap maksymalnego podatku, przy którym można pozostać w KRUS - do 12 460 zł. W lipcu stosowny projekt ustawy ludowcy złożyli w Sejmie. - Projekt ten traktujemy jako priorytetowy. Myślę, że powinien być tematem rozmów koalicyjnych - przyznaje poseł-sprawozdawca Henryk Smolarz (PSL). - Uważamy, że w ten sposób pomożemy rozwojowi przedsiębiorczości na wsi - dodaje. Stronnictwo nie przedstawiło realnych kosztów tego rozwiązania ani szacunków, ile osób z podwyższenia progów skorzysta. Partia przyznaje jednak, że po podwyższeniu progu może dojść do nadużyć. - Dlatego jesteśmy otwarci na korekty projektu - mówi H. Smolarz.
Pozarolniczą działalność gospodarczą prowadzi 69,7 tys. osób spośród ponad 1,58 mln ubezpieczonych w KRUS. Przed wprowadzeniem limitów w 2004 r. dodatkowe źródła dochodu wykazywało około 125 tys. osób.