Według Ali al-Naimiego, ministra do spraw ropy z Arabii Saudyjskiej, cięcia dostaw w wysokości miliona baryłek dziennie są sprawą przesądzoną. Wejdą w życie od 1 listopada.
Powstrzymać spadki
Od rekordów z połowy lipca ceny ropy spadły o jedną czwartą. Przedstawiciele państw skupionych w OPEC, kartelu, który odpowiada za 40 proc. światowych dostaw, spotkali się wczoraj w Dausze, stolicy Kataru, żeby zdecydować o cięciach, które miałyby zatrzymać dalszy spadek notowań. Szczyt został zwołany w trybie pilnym, bo planowo najbliższy miał się odbyć dopiero w grudniu.
Właściwie każdy z członków kartelu chciałby, żeby cięcia produkcji zostały przeprowadzone kosztem pozostałych państw. Przedstawiciel np. Indonezji mówił jeszcze w środę, że jego kraj raczej nie będzie uczestniczyć w cięciach, ponieważ już teraz produkuje względnie mało surowca. Dlatego analitycy wątpili, czy uda się szybko znaleźć kompromis. I faktycznie, jeszcze nie wszystko zostało ustalone. - Teraz musimy się dogadać, w jaki sposób podzielić te redukcje o milion baryłek między poszczególne kraje - mówił al-Naimi.
Kwestią do ustalenia było też to, czy cięcia mają dotyczyć pozostających ostatnio tylko na papierze tzw. kwot produkcyjnych (dla 10 państw, poza Irakiem, górny limit produkcji to 28 milionów baryłek na dobę), czy też faktycznego wydobycia. Zdaniem przedstawicieli Algierii, należy ograniczyć rzeczywistą produkcję. Innego zdania byli Irańczycy. Głos Arabii Saudyjskiej, jako największego producenta ropy w kartelu, jest jednak najważniejszy. Zdaniem al-Naimiego, należy ograniczać faktyczną produkcję.