Według wstępnych danych, drugi co do wielkości amerykański producent aut w III kwartale stracił 5,8 miliarda dolarów. Rok temu ujemny wynik wyniósł 294 miliony dolarów. O wyższych stratach zdecydowały głównie koszty redukcji zatrudnienia w północnoamerykańskich fabrykach koncernu i spadek wartości części aktywów.
Jednocześnie firma, którą od niedawna kieruje były menedżer Boeinga Alan Mulally, poinformowała, że raporty finansowe od 2001 r. zostaną skorygowane. Niewykluczone, że zmianie ulegną także podane wczoraj wyniki za III kwartał.
Głównym powodem korekty są błędne zapisy w księgach rachunkowych transakcji instrumentami pochodnymi. Kierownictwo Forda chce poprawić sprawozdania do końca listopada, zanim prześle kwartalny raport do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC).
Wiadomo już, że jednorazowe koszty poniesione przez Forda w minionym kwartale wyniosły 4,63 miliarda dolarów. Było związane z przyspieszeniem redukcji zatrudnienia w zakładach w Ameryce Północnej i likwidacją większej niż planowano wcześniej liczby etatów. Proces cięcia zatrudnienia o 30 tysięcy etatów firma chce zakończyć do 2008 r., a więc cztery lata wcześniej niż pierwotnie planowano. Dobrowolnie odchodzącym pracownikom, którzy zostaną wytypowani przez menedżment, Ford oferuje odprawy pieniężne w maksymalnej wysokości 140 tys. dolarów. Jeśli na odejście nie zdecyduje się odpowiednia liczba zatrudnionych, firma sięgnie po zwolnienia przymusowe.
Wyniki Forda nie zaskoczyły specjalistów. Po odjęciu pozycji jednorazowych strata przypadająca na jedną akcję wyniosła 62 centy, podczas gdy analitycy w ankiecie Thomson Financial prognozowali 61 centów.