Siergiej Bogdanczikow, prezes Rosnieftu, kontrolowanego przez rząd koncernu paliwowego, prowadzi negocjacje dotyczące zakupu udziałów w jednej z europejskich rafinerii. Poinformował o tym w wywiadzie dla dziennika "La Tribune". Szef naftowego potentata jednak nie wymienił nazwy spółki, której rosyjska firma chce stać się współwłaścicielem. Jednocześnie Bogdanczikow stwierdził, że jego koncern nie będzie przejmować żadnych zagranicznych przedsiębiorstw działających w branży naftowej.
O co chodzi prezesowi?
- Mówiąc "Europa", Bogdanczikow raczej miał na myśli Europę Wschodnią - twierdzi w rozmowie z "Parkietem" Anna Judina, analityk paliwowy z Raiffeisenbanku.
Eksperci nie wykluczają, że może chodzić o pakiet udziałów w litewskich Możejkach, których przejęcie finalizuje PKN Orlen. Rosyjski rynek spekuluje, że Rosnieft razem z kazachskim koncernem KazMunajGaz chcą kupić cześć walorów, które nabywa polska firma. Jednak umowa pomiędzy polskim koncernem a Litwą przewiduje, że rząd w Wilnie musi zgodzić się na jakąkolwiek zmianę w strukturze akcjonariatu. Poza tym nie wiadomo, zdaniem ekspertów, czy Rosnieftowi starczy środków na zakupy za granicą. - Rosnieft zamierza przejmować rafinerie należące do bankrutującego Jukosu, którego aktywa będą wystawione wkrótce na przetargu - przypomina A. Judina. Najwięksi rosyjscy przetwórcy ropy naftowej, którzy są na celowniku państwowego koncernu, są warci 4-5 miliardów dolarów. Analitycy sądzą, że koncern na razie skoncentruje działalność na krajowym rynku.
Łukoil też chce do Europy