Takich pieniędzy nie zdobędzie się na Wall Street, ale można w Chinach. Na akcjach Industrial and Commercial Bank of China (ICBC), największego chińskiego kredytodawcy, Goldman Sachs zarobił już prawie 4 miliardy dolarów. Za 5 proc. akcji ICBC, kupione w kwietniu, zapłacił 2,6 mld USD, podczas gdy teraz, według ceny z oferty publicznej, ten sam pakiet kosztuje już grubo ponad 6 mld USD. A prawdopodobnie nowojorski bank inwestycyjny zyska jeszcze więcej, bo analitycy spodziewają się dobrego debiutu. W piątek, gdy w Hongkongu i Szanghaju otworzą się notowania ICBC, przebitka może sięgnąć 10 procent.
- Nie można zapominać, że inwestycje w Chinach to ciągle ryzyko polityczne, niewiadoma dotycząca otoczenia biznesowego i uregulowań prawnych - przypominają analitycy. Ale Chiny kuszą coraz większą rzeszę międzynarodowych inwestorów. Odkrywają chiński rynek kapitałowy, jak kiedyś odkrywali Japonię. To z pomocą ich pieniędzy rodzą się za Wielkim Murem nowe potęgi, które już teraz, jak ICBC, szturmują listy światowych gigantów. W rankingu największych notowanych na giełdach banków ICBC zajmie siódmą pozycję, tuż za szwajcarskim UBS.
Chiński smok się zbudził?
Trzeba pamiętać, że akcje chińskich spółek są dostępne dla międzynarodowej społeczności przede wszystkim dzięki giełdzie w Hongkongu (m. in. China Mobile, China Life Insurance, Bank of China). Krajowe rynki w Szanghaju i w Shenzen wciąż są mało dostępne dla inwestorów z zewnątrz. Handlować na nich mogą tylko wybrane instytucje, które są ściśle nadzorowane, m.in. jeśli chodzi o przepływ pieniędzy. Między innymi dlatego chińskie giełdy rządzą się swoimi prawami także pod względem koniunktury. Jeszcze w pierwszej połowie zeszłego roku indeksy giełd w Szanghaju i Shenzen zniżkowały, notując kilkuletnie minima, podczas gdy wskaźniki światowe od dawna forsowały nowe szczyty.
W gruncie rzeczy niewiele się zmieniło, bo gospodarka chińska niezmiennie parła i prze do przodu (tempo wzrostu sięga 11 proc.), ale na giełdzie nastąpiła prawdziwa metamorfoza: oto w tym roku chińskie akcje należą do najlepszych na świecie. Od początku roku giełdy w Szanghaju i Shenzen dały zarobić odpowiednio 55 i 60 proc., ustępując jedynie parkietom z Wenezueli, Peru, Cypru i małego rynku w Wietnamie. Na straży koniunktury stanęły władze, które przez długie miesiące zabraniały sprzedaży nowych akcji za pośrednictwem krajowych giełd, żeby spółki nie wysysały potrzebnego do wzrostu notowań kapitału. Dopiero niedawno ten zakaz zniknął.