Reklama

Azjatycka mieszanka

Pędzącej gospodarce Chin giełda dotrzymuje kroku. Na falę wznoszącą załapał się też sąsiedni Hongkong. Ale powszechny pogląd o dużej zyskowności lokat na azjatyckich rynkach kapitałowych obalają rynki w Korei Południowej i Japonii

Publikacja: 25.10.2006 09:18

Takich pieniędzy nie zdobędzie się na Wall Street, ale można w Chinach. Na akcjach Industrial and Commercial Bank of China (ICBC), największego chińskiego kredytodawcy, Goldman Sachs zarobił już prawie 4 miliardy dolarów. Za 5 proc. akcji ICBC, kupione w kwietniu, zapłacił 2,6 mld USD, podczas gdy teraz, według ceny z oferty publicznej, ten sam pakiet kosztuje już grubo ponad 6 mld USD. A prawdopodobnie nowojorski bank inwestycyjny zyska jeszcze więcej, bo analitycy spodziewają się dobrego debiutu. W piątek, gdy w Hongkongu i Szanghaju otworzą się notowania ICBC, przebitka może sięgnąć 10 procent.

- Nie można zapominać, że inwestycje w Chinach to ciągle ryzyko polityczne, niewiadoma dotycząca otoczenia biznesowego i uregulowań prawnych - przypominają analitycy. Ale Chiny kuszą coraz większą rzeszę międzynarodowych inwestorów. Odkrywają chiński rynek kapitałowy, jak kiedyś odkrywali Japonię. To z pomocą ich pieniędzy rodzą się za Wielkim Murem nowe potęgi, które już teraz, jak ICBC, szturmują listy światowych gigantów. W rankingu największych notowanych na giełdach banków ICBC zajmie siódmą pozycję, tuż za szwajcarskim UBS.

Chiński smok się zbudził?

Trzeba pamiętać, że akcje chińskich spółek są dostępne dla międzynarodowej społeczności przede wszystkim dzięki giełdzie w Hongkongu (m. in. China Mobile, China Life Insurance, Bank of China). Krajowe rynki w Szanghaju i w Shenzen wciąż są mało dostępne dla inwestorów z zewnątrz. Handlować na nich mogą tylko wybrane instytucje, które są ściśle nadzorowane, m.in. jeśli chodzi o przepływ pieniędzy. Między innymi dlatego chińskie giełdy rządzą się swoimi prawami także pod względem koniunktury. Jeszcze w pierwszej połowie zeszłego roku indeksy giełd w Szanghaju i Shenzen zniżkowały, notując kilkuletnie minima, podczas gdy wskaźniki światowe od dawna forsowały nowe szczyty.

W gruncie rzeczy niewiele się zmieniło, bo gospodarka chińska niezmiennie parła i prze do przodu (tempo wzrostu sięga 11 proc.), ale na giełdzie nastąpiła prawdziwa metamorfoza: oto w tym roku chińskie akcje należą do najlepszych na świecie. Od początku roku giełdy w Szanghaju i Shenzen dały zarobić odpowiednio 55 i 60 proc., ustępując jedynie parkietom z Wenezueli, Peru, Cypru i małego rynku w Wietnamie. Na straży koniunktury stanęły władze, które przez długie miesiące zabraniały sprzedaży nowych akcji za pośrednictwem krajowych giełd, żeby spółki nie wysysały potrzebnego do wzrostu notowań kapitału. Dopiero niedawno ten zakaz zniknął.

Reklama
Reklama

Dopiero nadejdzie czas, gdy rynek akcji Państwa Środka dorówna potęgą tamtejszej gospodarce (już jest piąta co do wielkości na świecie) i będzie wśród największych. Teraz kapitalizacja spółek z dwóch chińskich parkietów niewiele przekracza 650 mld dolarów. W Azji znacznie większe są rynki w Japonii i Hongkongu (odpowiednio: ponad 7 bln i 1,36 bln dolarów), jedyne dwa uznawane za dojrzałe, ale także w Korei Południowej (780 mld USD). Porównywalne z Chinami są rozmiary giełdy w stolicy Indii - Bombaju.

Hongkong,

czyli bezpieczna przystań

Analitycy obstawiają Hongkong jako parkiet, gdzie w Azji da się w najbliższym czasie zarobić najwięcej, nie tylko na akcjach chińskich debiutantów. Tamtejszy indeks Hang Seng lada dzień ma szansę wzbić się na rekordowy poziom. Do historycznego maksimum z marca 2000 r. (18 301 pkt) brakowało mu wczoraj ok. 1 proc. W tym roku zyskał 22 proc.

Eksperci wiążą swoje "nadzieje" m.in. z zapowiadanymi przez Koreę Północną próbami nuklearnymi. Bo skąd czmychną inwestorzy, jeśli nie z położonych najbliżej niej Korei Południowej i Japonii? A w Hongkongu znajdują bezpieczną przystań. Przykład to lipcowe odpalenie siedmiu pocisków przez Koreańczyków z północy i zapowiedzi kolejnych podobnych prób. W dwa dni indeks Hang Seng zyskał wtedy 0,4 proc., podczas gdy koreański Kospi spadł o 1,7 proc., a japoński Nikkei 225 o 0,6 proc. - Bez wątpienia ryzyko w Azji wyraźnie wzrosło. Ale jeśli jesteś globalnym funduszem i chcesz wycofać pieniądze ze spółek na jednym z tutejszych dużych, płynnych rynków i przenieść je na inny, to nie ma zbyt wielkiego wyboru. I na tym Hongkong ma szansę zyskać - uzasadnia Jorry Noerddekaer, zarządzający z funduszu azjatyckich akcji z New Star Asset Management z Londynu.

Lokalnej giełdzie powinno też pomagać zakończenie serii podwyżek stóp procentowych w USA, co przełożyło się na utrzymanie bez zmian kosztów kredytu również przez władze monetarne Hongkongu. Miasto-państwo ma walutę ściśle powiązaną z amerykańską (7,75--7,85 HKD za USD) i musi naśladować ruchy amerykańskich bankierów centralnych, żeby obronić kurs. Bez podwyżek stóp szansę na rozwój ma zaś lokalny rynek nieruchomości. A wśród 34 spółek wchodzących w skład Hang Seng, 19 to firmy związane z segmentem nieruchomości. We wrześniu sprzedaż domów w Hongkongu skoczyła do poziomu najwyższego od 11 miesięcy.

Reklama
Reklama

Japonia na zakręcie

W tym roku nie cieszą się powodzeniem akcje na rynku japońskim, drugim co do wielkości na świecie. W zeszłym należały do najlepszych inwestycji, zwłaszcza biorąc pod uwagę tylko rynki dojrzałe. Flagowy indeks tokijskiej giełdy Nikkei 225 zyskał 40 proc. Pod koniec zeszłego roku mogliśmy słyszeć: gospodarka się umacnia, wreszcie jest szansa na zwalczenie deflacji, w górę idą prognozy zysków spółek, a wyceny akcji są atrakcyjne. Ci, którym posłużyło to za wskazówkę, mogą czuć się rozczarowani. W tym roku akcje z Nikkei 225 dały zarobić średnio tylko ok. 4 procent.

To nie dziwi. Na rynku panuje większy pesymizm, jeśli chodzi o możliwości gospodarki. Zmienił się premier - we wrześniu Junichiro Koizumiego, pod wodzą którego Japonia przeżyła okres największej ekspansji od 60 lat, zastąpił Shinzo Abe. Rynek wciąż ma wątpliwości, jak nowy sternik zadba o sprawy ekonomiczne.

Nikt jednak nie śmie twierdzić, że na tokijskiej giełdzie się straci. Analitycy wierzą, że lokomotywy, takie jak Sony czy Toyota, będą ciągnąć i gospodarkę, i giełdę. Nikkei 225 może mozolnie piąć się w górę, wpierw do majowego szczytu, a potem przez kolejne wierzchołki. Do rekordu droga jest jednak bardzo daleka. W czasach gorączki na japońskiej giełdzie na początku lat 90. Nikkei 225 był ponad dwa razy wyżej niż teraz.

Seulowi szkodzą Koreańczycy z północy

Jeszcze gorszy humor mogą mieć inwestorzy, którzy postawili w tym roku na Koreę Południową. Kospi, indeks giełdy w Seulu, jako jeden z dwóch w Azji (drugi to wskaźnik giełdy w Bangladeszu) jest w tym roku pod kreską. Straty są symboliczne, rzędu 1 proc.

Reklama
Reklama

Inwestycje w Seulu niezmiennie wiążą się z dużym ryzykiem geopolitycznym, związanym z sąsiedztwem kraju z reżimem Kim Dzong Ila. Dochodzą też inne czynniki. - Zaufanie do gospodarki w Korei pogorszyło się ostatnio ze względu na pesymizm dotyczący niepewności makroekonomicznej i osłabienia popytu wewnętrznego. Ale tempo wzrostu eksportu wciąż jest wysokie, a ryzyko recesji niskie - wylicza Dylan Cheang, analityk akcji z oddziału Credit Suisse w Singapurze. W efekcie, choć wyceny spółek z Kospi należą do naj-atrakcyjniejszych w Azji, brak będzie w najbliższym czasie katalizatora, który popchnąłby notowania do góry. - Najlepiej przyjąć długi horyzont inwestycyjny - radzi Cheang.

Największe spółki to głównie banki

Toyota Motor (akcje zyskały w tym roku 14,9 proc.)

Kapitalizacja przekracza teraz 210 miliardów dolarów i jest to największa giełdowa spółka w Azji. W perspektywie najbliższych lat Toyota chce przegonić General Motors pod względem liczby sprzedawanych samochodów i zająć pozycjź lidera.

PetroChina (+34,8 proc.)

Reklama
Reklama

Kapitalizacja notowanej w Hongkongu chińskiej firmy naftowej wynosi 196,6 mld USD. Jest częścią państwowego koncernu China National Petroleum Corp., największego za Wielkim Murem producenta ropy.

China Mobile (+63,5 proc.)

To największa na świecie firma świadcząca usługi telefonii komórkowej. Ma ponad 200 mln klientów, obsługuje dwie trzecie chińskiego rynku. Rynkowa wycena ChinaMobile sięga 151,4 mld USD.

Mitsubishi UFJ (-5,6 proc.)

Bank powstały w zeszłym roku z fuzji Mitsubishi Tokyo Financial i UFJ Holdings ma giełdową kapitalizację 136,1 mld USD. Jest największy

Reklama
Reklama

na świecie, jeśli chodzi o aktywa, które przekraczają 1,7 bln dolarów.

ICBC (debiutuje w piątek)

Industrial and Commercial Bank of China jest największym chińskim pożyczkodawcą. Tydzień temu sprzedał w ofercie publicznej w Hongkongu i Szanghaju, rekordowej w historii światowego rynku, akcje za ponad

19 mld USD. Według ceny emisyjnej, już teraz jest wart 129 mld USD.

Bank of China (+15,9 proc.)

Reklama
Reklama

Drugi co do wielkości bank w Chinach wszedł na giełdę w Hongkongu

w maju. Zebrał z rynku 9,7 mld USD. Jego kapitalizacja to 108,5 mld USD.

China Construction Bank (+33,7 proc.)

Obecna wartość akcji banku to 104,5 mld USD. Zadebiutował na giełdzie w Hongkongu jesienią zeszłego roku.

Samsung Electronics (-5,0 proc.)

Produkująca elektronikę część większego konglomeratu, który zajmuje się też m.in. usługami finansowymi czy budownictwem, to największa koreańska spółka, wyceniana przez inwestorów z Seulu na 96 mld USD.

Mizuho Financial (+1,3 proc.)

Japoński bank kontroluje aktywa ponad 1,3 bln dolarów, a jego kapitalizacja to 93,6 mld USD. Jest drugi co do wielkości w kraju.

Sumitomo Mitsui (+4,8 proc.)

Trzeci bank w Japonii ma kapitalizację 83,6 mld USD, porównywalną m.in. z włoskim UniCredit. Powstał z fuzji dwóch innych instytucji w 2002 r.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama