Ministerstwo Rozwoju Regionalnego zastanawia się nad tym, żeby od przyszłego roku włączyć banki w system wdrażania unijnej pomocy dla firm. Małe i średnie przedsiębiorstwa są zaniepokojone tym pomysłem. Mówią, że podniesie to koszt rozpatrywania wniosków o dotacje. Ich obawy mogą być jednak przedwczesne. Na zmianę zasad współpracy z sektorem bankowym prawdopodobnie nie starczy już czasu.
- Jesteśmy zadowoleni z dotychczasowej współpracy z bankami, zwłaszcza w sferze informacyjnej - mówi Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju. - W latach 2004-2006 skorzystał na tym zarówno sektor finansowy, który pozyskał nowych klientów, jak i polscy przedsiębiorcy - wyjaśnia. Z tego powodu MRR rozważa możliwość jeszcze głębszego zaangażowania banków we wdrażanie środków unijnych dla firm. Mogłyby one zbierać wnioski o dotacje czy monitorować realizację inwestycji. Okazuje się jednak, że wprowadzenie tych rozwiązań nie jest jeszcze przesądzone. - Banki nie należą do sektora państwowego. Dlatego gdybyśmy chcieli zlecić im część swoich funkcji, musiałoby to odbywać się w drodze przetargów - stwierdza J. Kwieciński. Tymczasem rząd musi opracować cały system wdrażania funduszy strukturalnych do końca tego roku. Można zatem przypuszczać, że zasady współpracy z bankami już się nie zmienią.
W latach 2007-2013 najwięcej unijnych środków popłynie do przedsiębiorstw w ramach unijnego programu operacyjnego "Innowacyjna gospodarka". Do rozdysponowania Polska będzie miała ponad 8 mld euro. Najwięcej zachęt przygotowano dla małych i średnich firm. Dzięki UE mają one uzyskać m.in. lepszy dostęp do kapitału na nowe inwestycje i wsparcie dla działalności badawczo-rozwojowej.