Koncern z Ludwigshafen chce do 2010 r. zwolnić dwa tysiące pracowników. Dzięki redukcji załogi o dwa procent największa pod względem wysokości obrotów firma chemiczna na świecie ma nadzieję oszczędzić rocznie nawet 590 mln euro. Operacja będzie kosztować 630 mln euro.
- Zwolnienia to sygnał dla rynku, że spółka jest już gotowa do podjęcia niezbędnych kroków. To dobre posunięcie - mówi Silke Stegemann, analityk mogunckiego oddziału Landesbank Rheinland-Pfalz, która uważa, że BASF radzi sobie lepiej niż inne firmy z branży. Na razie rynek jednak źle ocenia spółkę. Wczoraj jej akcje staniały o 1,7 proc., do 67,5 euro.
Nastroje inwestorom psuły jednak raczej wyniki BASF-a, a nie decyzja o cięciu etatów. Firma poinformowała, że w III kwartale zarobiła 613 mln euro - o 24 proc. mniej niż w takim samym okresie przed rokiem. Prezes koncernu Juergen Hambrecht usprawiedliwia mniejszy zysk wysokimi wydatkami (4,8 mld dolarów) na przejęcie Engelhardu, amerykańskiego producenta katalizatorów. - Celem numer jeden były w tym roku zakupy. Integracja z nowo nabytymi podmiotami przebiega zgodnie z planem - twierdzi Hambrecht. Szef koncernu uspokaja, że do końca roku BASF zarobi 3 mld euro, a więc tyle samo, ile w ubiegłym.
Bloomberg