Resort skarbu na razie nie zmienił planów dotyczących tegorocznych wpływów z prywatyzacji. Nadal chce zebrać około 1 mld zł. Jak wynika z danych na 27 października, od początku roku sprzedaż państwowych spółek przyniosła niecałe 570 mln zł. W ciągu dwóch miesięcy ministerstwo musi więc znaleźć 430 mln zł.
Jedną z największych zapowiadanych na ten rok prywatyzacji, czyli tzw. wielką chemię, udało się na razie zrealizować połowicznie. Zakładów Azotowych Tarnów i ZA Kędzierzyn nie przejmie, przynajmniej na razie, niemiecki koncern PCC. Około 0,5 mld zł, bo tyle proponowali Niemcy za oba zakłady, nie trafi do Skarbu Państwa (choć formalnie udziały w ZAT i ZAK sprzedaje Nafta Polska, a nie sam SP). Ministerstwo Skarbu Państwa i Nafta Polska dogadały się natomiast z Ciechem w sprawie Zakładów Chemicznych Organika-Sarzyna i Zakładów Chemicznych Zachem. Sprzedaż przyniesie niecałe 330 mln zł. Nikt do tej pory oficjalnie nie zmienił planów dotyczących tegorocznego debiutu Ruchu. Z tym że nawet jeśli oferta publiczna dojdzie do skutku, to odbędzie się ona poprzez nową emisję akcji, a więc Skarb Państwa bezpośrednio na tej transakcji nie zarobi.
Resort za dotychczasowe wpływy w tym roku powinien podziękować głównie wojewodom. Większość pieniędzy, które dotąd uzyskano, pochodzi bowiem z prywatyzacji bezpośredniej. Jest to ponad 313 mln zł, czyli 156 proc. tego, co zakładała tegoroczna ustawa budżetowa. Prywatyzację bezpośrednią stosuje się głównie wobec małych spółek, które nadzorowane są przez władze samorządowe. Najwięcej pieniędzy w tym roku państwowa kasa otrzymała ze sprzedaży 80 proc. akcji Zakładów Mechanicznych PZL-Wola - ponad 80 mln złotych.
Niskie wpływy z prywatyzacji ministerstwo rekompensuje pieniędzmi z dywidend. Tu z kolei resort o kilkanaście proc. przekroczył założenia ustawy budżetowej, zbierając ok. 2,8 mld złotych.