Piątkowe sesje na giełdach nowojorskich zaczęły się od zakupów. Wiadomością dnia była informacja o sytuacji na rynku pracy w październiku. Graczy giełdowych ucieszył spadek bezrobocia do 4,4 proc., najniższego poziomu od pięciu lat. Uznali, ze kondycja amerykańskiej gospodarki nie jest tak zła jak sądzili tydzień temu, kiedy dowiedzieli się, że tempo wzrostu produktu krajowego brutto spadło do 1,6 proc., i na akcjach będzie można zarobić. Święto pracy jednak nie trwało długo. Popsuł je wzrost cen ropy naftowej po informacji rządu USA, że nigeryjscy partyzanci przygotowują atak na instalacje naftowe.
Niewielkiego spadku indeksów, w pierwszych godzinach handlu, nie skorygował w górę lepszy od oczekiwanego indeks usług, firmowany przez Instytut Zarządzania Podażą (ISM).
Giełdy europejskie rosły od rana, a raport o sytuacji na rynku pracy w USA jeszcze bardziej zachęcił inwestorów do kupna akcji. Spośród firm mocno zaangażowanych na rynku amerykańskim skalą wzrostów kursów wyróżniał się motoryzacyjny gigant DaimlerChrysler, którego akcje zyskały 2 proc. i holenderski Philips.
Inwestorzy mieli też okazjź ocenić wyniki kilku ważnych firm. Commerzbank miał wprawdzie gorszy wynik kwartalny niż przed rokiem, ale nie tak zły, jak prognozowali analitycy. Dlatego akcje, tego drugiego pod względem aktywów banku w Niemczech, podrożały o 5,6 proc. Allianz, nr 1 na europejskim rynku ubezpieczeniowym, szedł w górę, gdyż miał bardzo dobry kwartał i podniósł prognozę zysku za cały rok. Akcje British Airways traciły
1,7 proc., prawie tyle samo