Wczoraj rada nadzorcza Gaz de France miała zatwierdzić warunki połączenia tej firmy kontrolowanej przez państwo z prywatną energetyczną spółką Suez. Do posiedzenia rady nie doszło, gdyż decyzją sądu jego termin został przesunięty.
O przesunięcie posiedzenia rady Gaz de France wnioskowali związkowcy, którzy uważają, że konsultacje w sprawie fuzji nie zostały przeprowadzone właściwie.
Wyrok paryskiego sądu oznacza, że transakcja o wartości 56,7 miliarda dolarów nie zostanie zatwierdzona przez walne zgromadzenia do końca tego roku, jak planowano. W rezultacie wszystkie dokumenty będą musiały zostać zaktualizowane z uwzględnieniem wyników rocznych łączących się firm.
Zdaniem niektórych analityków, kalendarzowy poślizg może wzmocnić pozycję niezadowolonych udziałowców Suezu i fuzja nie zyska akceptacji walnego zgromadzenia. Inny pogląd mają specjaliści szwajcarskiego banku UBS. Uważają, że transakcja zostanie przeprowadzona, bo zależy na tym nie tylko władzom firm, ale także rządowi, który był inicjatorem tego przedsięwzięcia. Premier Dominique de Villepin zaproponował połączenie obu firm, gdyż chciał chronić Suez przed zakusami ze strony włoskiego Enela.
Mimo sporów o warunki połączenia szefowie Gaz de France i Suezu zapewniają, że będą kontynuować przygotowania do fuzji, która zyskała już akceptację Komisji Europejskiej. Mają przeciwko sobie koalicję zagranicznych inwestorów i związkowców bliskich partii komunistycznej.