Optymizm jest umiarkowany, ale także na początku tego roku nikt nie spodziewał się, że Chińczycy, Hindusi, mieszkańcy Bangladeszu czy Pakistanu tak mocno pokochają komórki. Szacowano wzrost globalnej sprzedaży na 10-15 proc. okazał się z grubsza dwa razy większy. W przyszłości jednak dużym problemem może być dotarcie z komórkami do finalnych odbiorców w mniejszych chińskich czy hinduskich miastach, a bez tego rynek nie będzie już rósł tak szybko.
Tylko rozwijające się rynki Azji i Afryki mogą zapewnić producentom wyraźny wzrost sprzedaży. Europa, Ameryka i Japonia wymieniają aparaty na lepsze, lecz to nie pomaga, bo nawet aparaty z wyższej półki stają się coraz tańsze, nie ma zaś komu kreować nowego popytu. Niektóre rynki są nasycone w ponad 100 proc., co oznacza, że na każdego mieszkańca przypada więcej niż jedna komórka. W Europie w III kw. sprzedaż jednostkowa powiększyła się zaledwie o 1,9 proc., a w Japonii wręcz spadła.
Telefony komórkowe to zdecydowanie najpopularniejsze urządzenia elektroniczne na świecie. Jednostkową sprzedażą biją na głowę komputery osobiste i telewizory, których sprzedaje się rocznie po około 200 mln sztuk.
Rządy gigantów
Kto rozdaje karty w komórkowej branży? Niezmiennie fińska Nokia i amerykańska Motorola. Są coraz mocniejsze - pierwsza zwiększyła w III kw. udział w rynku już do 35,1 proc., z 32,5 proc. przed rokiem, a druga - z 18,7 proc. do 20,6 proc. Razem mają więc już prawie 56 proc. tortu. Pozycji stara się bronić Samsung, którego udziały spadły minimalnie - z 12,5 proc. do 12,2 proc.
Natomiast wyraźnie widać, że z gry wypada tajwański Benq, który przejął dział komórek od niemieckiego Siemensa i zajął jego miejsce na rynku. Benq kontroluje już tylko 2,4 proc. komórkowego tortu, gdy jeszcze trzy lata temu Siemens miał ponad 8 proc. udziałów. Tajwańska firma ma spore problemy - we wrześniu jej niemiecki oddział zadeklarował niewypłacalność i znalazł się pod ochroną sądową przed wierzycielami.