Z powodu embarga na polskie mięso Indykpol nie może handlować ani z Rosją, ani z Ukrainą. Na dodatek wiele wskazuje na to, że zakaz nie zostanie szybko zniesiony. Dlatego Indykpol zamierza zainwestować w produkcję na miejscu. Będzie o tym mowa na jutrzejszej konferencji prasowej.
Z partnerem lub bez
Spółka już od wielu miesiźcy prowadzi rozmowy w sprawie przejęcia jednego z wiodących producentów drobiu na Ukrainie. Nie zdradza jego nazwy. Mimo że negocjacje są już w bardzo zaawansowanym stadium, giełdowa firma zachowuje ostrożność. - Podpiszemy umowę tylko, jeśli będziemy całkowicie przekonani do partnera - podkreśla Feliks Kulikowski, szef rady nadzorczej Indykpolu. Dlatego spółka wciąż rozważa alternatywne scenariusze. Nie wyklucza podpisania umowy z innym przedsiębiorcą lub samodzielnego zbudowania zakładu od zera. Indykpol nie zdecydował jeszcze ostatecznie, w którym regionie Ukrainy chciałby zainwestować. - W tym kraju prawie wszędzie są urodzajne gleby, a to jest konieczne do uzyskania dobrego żywca - podkreśla K. Szczepkowska.
Spółka stawia jednak warunek - chce kontrolować 100 proc. kapitału przedsięwzięcia. - Wynika to z ostrożności - podkreśla F. Kulikowski. Przypomina, że ukraiński kodeks handlowy może być niekorzystny dla zagranicznego inwestora, który ma za partnera miejscowy podmiot. W razie sporów sądy orzekają z reguły na korzyść tego ostatniego.
Myślą też o Rosji