Reklama

Przedwczesne dyskontowanie Mikołaja

Grudzień rozpoczyna najlepszy trzymiesięczny okres dla warszawskiej giełdy. Tym razem jednak obecne wysokie poziomy notowań mogą studzić optymizm inwestorów

Publikacja: 04.12.2006 09:30

Indeks WIG20 zyskał w listopadzie prawie 3,6 proc. Czy to dużo? Zależy, do czego porównujemy. Część inwestorów jest oczywiście zachwycona, gdyż taki zysk odpowiada mniej więcej rocznemu oprocentowaniu lokat w największych bankach. Z kolei reszta z zazdrością będzie patrzeć na wciąż bijący rekordy Midwig (prawie +10 proc. w listopadzie, po wzroście +10,18 proc. w październiku i +10,14 proc. we wrześniu czy 21,33 proc. w styczniu), wspominając przy tym niedawne czasy, gdy także WIG20 osiągał tak imponujące miesięczne zmiany (w kwietniu i lipcu 2006 r. oraz w lutym i wrześniu 2005 r. indeks wzrósł powyżej 10 proc.).

Można byłoby też porównywać listopadowe osiągnięcia WIG20 do światowych indeksów lub jedynie do rynków wschodzących. W miesięcznej skali bardzo tego nie lubię, gdyż często wnioski płynące z takiego porównania są zupełnie odmienne od analizy nieco dłuższego okresu. Warto za to spojrzeć na porównanie zachowania indeksu do średnich miesięcznych zmian indeksu w latach 1995-2005. Nie tylko dla pokazania samych listopadowych osiągnięć WIG20, ale także dla zobrazowania, ile rynek akcji już zdyskontował oraz czy obecny okres historycznie sprzyja rynkowi akcji.

Odchylenie od normy

W latach 1995-2005 indeks WIG20 wzrósł w listopadzie średnio o 0,78 proc. W odniesieniu do tej wartości wzrost z zeszłego miesiąca (3,6 proc.) jest sporym osiągnięciem. Czy patrząc na dłuższy okres, są podstawy do takiego optymizmu? Jeśli spojrzymy na modelowy przebieg wartości indeksu, obliczony na podstawie średniej z tygodniowych zmian w tym okresie, to na koniec listopada wzrost WIG20 od początku roku nie powinien przekroczyć 12 proc. Natomiast w tym roku na koniec listopada indeks zanotował już wzrost ponad 21 proc. Porównywalne lub większe odchylenia od tego corocznego schematu zanotowaliśmy w tym roku tylko trzykrotnie - podczas kwietniowo-majowej euforii (odchylenie +11,76 proc.), następującego po niej załamaniu trwającego do czerwca (-16 proc.), a następnie po równie gwałtownym odreagowaniu, które było kontynuowane w lipcu (odchylenie +9,43 proc.). Po osiągnięciu tych skrajnych wartości ruch sprowadzający procentową zmianę indeksu z powrotem do średniej z ostatnich 11 lat był bardzo gwałtowny i zaczynał się natychmiast po wykreśleniu szczytów/dołka. Czy to oznacza zwrot na południe w najbliższych tygod-niach?

Porównując, absolutnie nie chcę straszyć spadkami - te statystyki mają pokazać jedynie, gdzie z punktu widzenia historycznych prawidłowości znajduje się teraz WIG20. Nie można bowiem patrzeć tylko na jeden miesiąc, bo często wnioski są mylące. Faktem jest, że listopadowy wzrost jest dyskontowaniem przyszłości i to teraz nie służy inwestorom, którzy chcą na obecnych poziomach podłączyć się pod ten pociąg. Tyle tylko, że ta przyszłość w najbliższych trzech miesiącach jest historycznie najlepszym dla GPW okresem. Najwyższe stopy zwrotu w ostatnich 11 latach WIG20 notował w grudniu (+4,7 proc.), styczniu (+5,9 proc.) i lutym (4,3 proc.). Jeśli mocno uprościć (!) rachunki i na podstawie tych średnich policzyć, jaką stopę zwrotu osiągnąłby inwestor trzymający akcje w trakcie tych trzech miesięcy (nie uwzględniając żadnych dywidend), to byłoby to aż 15,7 proc. Dla zobrazowania, jak duże to osiągnięcie, podam, że średnia roczna stopa zwrotu w tych 11 latach jest niewiele większa i wynosi 16,4 proc. Można byłoby na tej podstawie powiedzieć, że najlepsze rozwiązanie to inwestować w te trzy miesiące, potem kupić obligacje i robić dzieci, by dopiero wraz z becikowym powrócić do inwestowania.

Reklama
Reklama

Zdyskontowany Mikołaj

Problem w tym założeniu polega oczywiście na tym, że giełda tak prosta nie jest i można jedynie założyć powtórzenie opisanej sezonowości w średniej obliczonej na podstawie lat np. 2006-2016. Równie pewnym jest, że stopy zwrotu w poszczególnych miesiącach będą znacząco odbiegać od historycznej średniej, tak samo jak w ostatnich 11 latach mieliśmy wzrost WIG20 np. w 1996 r. o 82 proc., a w 2001 r. spadek o 33 proc. Jednak prawidłowość funkcjonowania takich okresów sprzyjających rynkowi akcji potwierdza się też choćby w USA, gdzie nie trzeba ograniczać się do ostatnich 11 lat, ale przeanalizować można znacznie dłuższy okres. Nie jest zapewne dla nikogo zaskoczeniem, że analogicznie jak na GPW, najlepszy dla akcji okres (Dow Jones od 1950 roku) występuje właśnie na przełomie roku. Jedyna różnica polega na tym, że za oceanem rozpoczyna się on miesiąc wcześniej.

Wnioski, jakie płyną z tych historycznych prawidłowości, są takie, że na tle modelowego przebiegu wartości indeksu WIG20, obliczonego na podstawie średniej z tygodniowych zmian, w listopadzie rozpoczęło się już dyskontowanie tzw. rajdu Św. Mikołaja i efektu stycznia. Przesadny jak na listopad optymizm tym razem nie musi być jednak wcale ukarany, gdyż wraz z grudniem rozpoczął się najkorzystniejszy dla akcji z WIG20 trzymiesięczny okres. W jego trakcie WIG20 powinien przetestować szczyty hossy z 11 maja tego roku (3347 pkt w cenach zamknięcia). Natomiast każde wyjście wyżej, w odniesieniu do historycznych prawideł, będzie już nadmiernym optymizmem.

ISM a S&P500

Muszę również poruszyć temat indeksu ISM w USA, na temat którego słyszałem wiele komentarzy opartych bardziej na własnych oryginalnych przekonaniach niż na faktach. Sam przestrzegałem po październikowej publikacji przed spadkiem indeksu poniżej granicznej bariery 50 proc., ale z prognozami recesji w USA, czy tym bardziej załamania na amerykańskim rynku akcji, niewiele ma to wspólnego. Jeśli prześledzimy historię wskaźnika z ostatnich kilkudziesięciu lat, to można wysnuć zupełnie odwrotne wnioski - to bardzo wysokie notowania wskaźnika ISM zapowiadały przecenę akcji. O tyle jest to zrozumiałe, że inwestorzy przy rozpędzonej gospodarce zdążą zdyskontować wszystkie dobre wiadomości, a ochłodzenie koniunktury dopiero przed nimi. Za to nawet bardzo niskie odczyty indeksu ISM (dawniej NAPM) nie przeszkadzały we wzrostach indeksów. A dla skomplikowania sytuacji dochodzi jeszcze fakt, że na palcach jednej ręki można policzyć sytuacje, w których indeks ISM wyznaczył szczyty tak wysoko, jak w końcówce 2003 roku, a późniejszy spadek nie zatrzymał hossy na rynku akcji. Wytłumaczenia dla tej odporności rynku akcji na spowolnienie w sektorze przemysłowym należy upatrywać m.in. w bardzo dynamicznym osłabieniu dolara, począwszy od 2002 r., co było kołem ratunkowym dla amerykańskiego eksportu. Od listopada temat słabnącej amerykańskiej waluty znowu trafił na czołówki serwisów.

Recesja w sektorze przemysłowym

Reklama
Reklama

Trzy dni po tym, jak ekonomiści Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) w swoim półrocznym raporcie wykluczyli możliwość recesji w USA, opublikowano indeks ISM, który z racji spadku poniżej poziomu 50 proc. stał się najważniejszym tematem

tygodnia. Spadek poniżej bariery rozgraniczającej rozwój od recesji w sektorze przemysłowym nie musi wcale oznaczać przeceny na amerykańskim rynku akcji. Natomiast nie można zapominać o wpływie spowolnienia amerykańskiej gospodarki na ceny surowców, a co za tym idzie - notowań cen akcji na większości rynków wschodzących.

Mocny złoty pomaga polskiej giełdzie

Zależność między notowaniami polskiej waluty a koniunkturą na warszawskiej giełdzie jest tym większa, im większe jest zaangażowanie (lub choćby tylko oczekiwania na takie zaangażowanie) inwestorów zagranicznych. Dotyczy to głównie największych spółek z indeksu

WIG20, gdyż ze względu na płynność zagraniczne fundusze tam lokują swoje aktywa. Każde trwalsze umocnienie złotego zachęca zagranicę do zakupów na GPW, a osłabienie złotego przekłada się na realizację zysków. Obecne rekordowe notowania PLN zwiększają ryzyko korekty, ale dopóki złoty się umac

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama