Indeks WIG20 zyskał w listopadzie prawie 3,6 proc. Czy to dużo? Zależy, do czego porównujemy. Część inwestorów jest oczywiście zachwycona, gdyż taki zysk odpowiada mniej więcej rocznemu oprocentowaniu lokat w największych bankach. Z kolei reszta z zazdrością będzie patrzeć na wciąż bijący rekordy Midwig (prawie +10 proc. w listopadzie, po wzroście +10,18 proc. w październiku i +10,14 proc. we wrześniu czy 21,33 proc. w styczniu), wspominając przy tym niedawne czasy, gdy także WIG20 osiągał tak imponujące miesięczne zmiany (w kwietniu i lipcu 2006 r. oraz w lutym i wrześniu 2005 r. indeks wzrósł powyżej 10 proc.).
Można byłoby też porównywać listopadowe osiągnięcia WIG20 do światowych indeksów lub jedynie do rynków wschodzących. W miesięcznej skali bardzo tego nie lubię, gdyż często wnioski płynące z takiego porównania są zupełnie odmienne od analizy nieco dłuższego okresu. Warto za to spojrzeć na porównanie zachowania indeksu do średnich miesięcznych zmian indeksu w latach 1995-2005. Nie tylko dla pokazania samych listopadowych osiągnięć WIG20, ale także dla zobrazowania, ile rynek akcji już zdyskontował oraz czy obecny okres historycznie sprzyja rynkowi akcji.
Odchylenie od normy
W latach 1995-2005 indeks WIG20 wzrósł w listopadzie średnio o 0,78 proc. W odniesieniu do tej wartości wzrost z zeszłego miesiąca (3,6 proc.) jest sporym osiągnięciem. Czy patrząc na dłuższy okres, są podstawy do takiego optymizmu? Jeśli spojrzymy na modelowy przebieg wartości indeksu, obliczony na podstawie średniej z tygodniowych zmian w tym okresie, to na koniec listopada wzrost WIG20 od początku roku nie powinien przekroczyć 12 proc. Natomiast w tym roku na koniec listopada indeks zanotował już wzrost ponad 21 proc. Porównywalne lub większe odchylenia od tego corocznego schematu zanotowaliśmy w tym roku tylko trzykrotnie - podczas kwietniowo-majowej euforii (odchylenie +11,76 proc.), następującego po niej załamaniu trwającego do czerwca (-16 proc.), a następnie po równie gwałtownym odreagowaniu, które było kontynuowane w lipcu (odchylenie +9,43 proc.). Po osiągnięciu tych skrajnych wartości ruch sprowadzający procentową zmianę indeksu z powrotem do średniej z ostatnich 11 lat był bardzo gwałtowny i zaczynał się natychmiast po wykreśleniu szczytów/dołka. Czy to oznacza zwrot na południe w najbliższych tygod-niach?
Porównując, absolutnie nie chcę straszyć spadkami - te statystyki mają pokazać jedynie, gdzie z punktu widzenia historycznych prawidłowości znajduje się teraz WIG20. Nie można bowiem patrzeć tylko na jeden miesiąc, bo często wnioski są mylące. Faktem jest, że listopadowy wzrost jest dyskontowaniem przyszłości i to teraz nie służy inwestorom, którzy chcą na obecnych poziomach podłączyć się pod ten pociąg. Tyle tylko, że ta przyszłość w najbliższych trzech miesiącach jest historycznie najlepszym dla GPW okresem. Najwyższe stopy zwrotu w ostatnich 11 latach WIG20 notował w grudniu (+4,7 proc.), styczniu (+5,9 proc.) i lutym (4,3 proc.). Jeśli mocno uprościć (!) rachunki i na podstawie tych średnich policzyć, jaką stopę zwrotu osiągnąłby inwestor trzymający akcje w trakcie tych trzech miesięcy (nie uwzględniając żadnych dywidend), to byłoby to aż 15,7 proc. Dla zobrazowania, jak duże to osiągnięcie, podam, że średnia roczna stopa zwrotu w tych 11 latach jest niewiele większa i wynosi 16,4 proc. Można byłoby na tej podstawie powiedzieć, że najlepsze rozwiązanie to inwestować w te trzy miesiące, potem kupić obligacje i robić dzieci, by dopiero wraz z becikowym powrócić do inwestowania.