Odżyły spekulacje, że na rynku aluminium wciąż mogą być niedostatki podaży. Spowodowało to wyraźny wzrost notowań tego metalu - wczoraj za tonę z dostawą za trzy miesiące płacono w Londynie po 2850 USD, czyli najwięcej od maja. W porównaniu z poniedziałkiem cena wzrosła o około 40 USD, a w ciągu tygodnia o prawie 150 USD. Rekordowe notowania metal miał 11 maja, kiedy tona kosztowała 3310 USD.
Rynek zaniepokoiły dane Londyńskiej Giełdy Metali, z których wynika, że od 50 proc. aż do 79 proc. monitorowanych przez nią zapasów aluminium może pozostawać w gestii jednego tylko inwestora (lub grupy sprzymierzonych inwestorów). W powiązaniu z wyliczeniami mówiącymi o niedostatkach podaży metalu w tym roku w wysokości nawet 350 tys. ton to bardzo niepokojące wieści.
Notowania opcji wskazywały wczoraj, że już dziś tona aluminium znów może kosztować powyżej 3000 USD. Możliwość przekroczenia tej granicy widzą też analitycy banku Societe Generale. Ich zdaniem, będzie to jednak tylko przejściowe, ponieważ w dłuższym terminie podaż ma szansę zrównoważyć się z popytem. W przyszłym roku nadwyżka popytu ma skurczyć się z 350 tys. do 100 tys. ton. Przyczyną są coraz większe dostawy aluminy, głównego surowca do produkcji aluminium. Według Societe Generale, w przyszłym roku średnia cena aluminium (w dostawach natychmiastowych) wyniesie 2300 USD za tonę, w porównaniu z tegorocznymi 2560 USD.
Wyraźnie drożeją też inne metale. Po ponad 1 proc. zyskały wczoraj ołów i miedź, a ceny niklu osiągnęły rekord w wysokości 34,4 tys. USD za tonę.