Andrzej Bukowczyk, wiceprezes Interferii, sprzedał swoje akcje 28 listopada. Dostał za nie średnio po 10,4 zł. Twierdzi, że sprzedał wszystko co miał (4,3 tys. sztuk). Problem w tym, że wczoraj - dziewięć dni po transakcji - spółka poinformowała o obniżce prognoz. Na reakcję rynku nie trzeba było długo czekać. Na początku sesji kurs zanurkował o ponad 13 proc. Potem, w ciągu dnia, był bardzo niestabilny. Ustanawiał nawet historyczne rekordy, sięgając 16,4 zł.
Czy wiceprezes miał prawo handlować akcjami Interferii przed komunikatem o nowych prognozach? Z art. 159 ustawy o obrocie może wynikać, że nie. Przepis precyzuje tzw. okres zamknięty, kiedy osoby mające dostęp do informacji poufnych nie mogą obracać papierami. W przypadku A. Bukowczyka czas ten trwał od chwili, kiedy dowiedział się, że dojdzie do obniżki prognoz, aż do opublikowania komunikatu.
Kiedy mógł otrzymać tę informację? Władze spółki twierdzą, że konieczność oficjalnej korekty prognoz stała się dla zarządu jasna, kiedy znane były wyniki za październik. Raporty z takimi wynikami trafiły do spółki najpóźniej 20 listopada. O nieuchronnej obniżce prognoz wiceprezes mógł więc wiedzieć już osiem dni przed dokonaniem transakcji.
Zdaniem A. Bukowczyka, przepis o okresach zamkniętych nie dotyczy jego transakcji. - Oficjalny wniosek o obniżenie prognoz trafił do zarządu 4 grudnia. Dwa dni później przyjęliśmy uchwałę w tej sprawie, a wczoraj z samego rana daliśmy komunikat - wyjaśnia. Przed 4 grudnia dział finansowy wciąż jeszcze analizował napływające dane i prognozował wyniki dla kolejnych miesięcy.
Wiceprezes kupował akcje głównie we wrześniu, płacąc poniżej 6 zł za walor. - Zamierzałem sprzedać połowę papierów po 9 zł, a połowę po 12 zł. Gdy kurs w danym dniu wzrósł do takiego poziomu, zrealizowałem zyski - wyjaśnia. - Zresztą, patrząc na wczorajszy kurs, nie wydaje mi się, aby inwestorzy negatywnie oceniali komunikat. Słyszę nawet, że niepotrzebnie sprzedawałem papiery - dodaje.