Amerykańska giełda Nasdaq nie zdobyła poparcia władz London Stock Exchange (LSE) dla planów przejęcia londyńskiej instytucji, ale nie zamierza się z nich wycofać. Próbuje wrogiej akwizycji. Inwestorzy LSE mają do 11 stycznia czas na zaakceptowanie oferty wartej 2,7 miliarda funtów (5,3 mld USD).
Powtarza się więc scenariusz z początku roku, kiedy Nasdaq również miał zapędy do przejęcia londyńskiej giełdy, ale jej szefowa Clara Furse nie chciała z Amerykanami rozmawiać. Skończyło się na tym, że Nasdaq wycofał się z publicznego wezwania i "na boku" odkupił od inwestorów nieco ponad jedną czwartą akcji LSE. Dziś Nasdaq ma 28,75 proc. papierów i jest największym udziałowcem londyńskiego parkietu.
Jaki wybór mają pozostali akcjonariusze LSE? - Zegar zaczął tykać. Inwestorzy mogą przyjąć ofertę, przekonać menedżment LSE do rozmów z Nasdaqiem i dostać lepszą cenę albo siedzieć cicho i liczyć, że akcje będą drożeć, nawet jeśli Nasdaq się wycofa - wylicza Mamoun Tazi, analityk z londyńskiej firmy Man Securities. Nasdaq płaci po 1243 pensy za papier LSE, trochę mniej od aktualnych notowań (wczoraj kosztowały 1316 pensów, w ciągu roku zdrożały dwukrotnie). Amerykanie obiecali, że poprawią cenę, ale tylko wtedy, gdy plan przejęcia i stworzenia transatlantyckiej giełdy zyska akceptację władz London Stock Exchange. Inny warunek to pojawienie się konkurenta do zakupu LSE, ale na razie nikt taki się nie pojawił.
Nasdaq jest zdeterminowany, żeby zdobyć przyczółek w Europie, ponieważ nie chce zostać w tyle za odwieczną rywalką, giełdą NYSE, która finalizuje właśnie fuzję z paneuropejską giełdą Euronext, skupiąjącą rynki w Paryżu, Amsterdamie, Brukseli i Lizbonie. Dlatego Nasdaq gotów jest zapożyczyć się na potęgę - sfinansuje przejęcie dzięki 5,1 mld USD kredytu. Amerykańska giełda przypłaciła to obniżką ratingu przez agencję Standard & Poor?s do BB. Dodatkowo Nasdaq musi zmierzyć się z taniejącym dolarem, który podraża koszty zagranicznych przejęć, oraz ze spadkiem ceny własnych papierów. W ciągu ostatnich pięciu dni straciły 4,5 proc.
Bloomberg