Reklama

RPP z Janem Sulmickim nie stanie się bardziej "gołębia"

Przy decyzjach o stopach procentowych prezes NBP to tylko "jeden z dziesięciu" i przyjście nowego prezesa nie zmieni układu sił w Radzie Polityki Pieniężnej - oceniają ekonomiści

Publikacja: 14.12.2006 07:12

Jan Sulmicki, wykładowca warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej, został wskazany przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego jako kandydat na stanowisko prezesa Narodowego Banku Polskiego. 10 stycznia przyszłego roku kończy się sześcioletnia kadencja Leszka Balcerowicza. Następnego dnia w fotelu szefa banku centralnego zasiądzie J. Sulmicki - jeśli zostanie zaakceptowany przez Sejm, na co wszystko wskazuje. Co zmieni się po przyjściu nowego prezesa? Raczej niewiele.

Bez znaczenia dla stóp

Poglądy J. Sulmickiego na politykę pieniężną są oceniane przez ekonomistów jako "umiarkowanie gołębie" (gołębie to zwolennicy prowadzenia łagodnej polityki monetarnej). Nowy prezes wzmocni więc w Radzie Polityki Pieniężnej frakcję przeciwników wysokich stóp procentowych. Osłabiona zostanie zaś frakcja "jastrzębi".

Jednak wiele wskazuje na to, że taka roszada nie będzie miała większego znaczenia dla decyzji podejmowanych przez RPP w najbliższych miesiącach. - Od dłuższego czasu o kierunku polityki pieniężnej nie decydują frakcje "gołębi" czy "jastrzębi", ale umiarkowani członkowie RPP - mówi Piotr Kalisz, ekonomista Banku Handlowego.

Po odejściu Leszka Balcerowicza w RPP zostanie trzech "jastrzębi" (Halina Wasilewska-Trenker, Dariusz Filar i Marian Noga). Jeśli nowy prezes faktycznie okaże się "gołębiem", to będzie ich także trzech (J. Sulmicki oraz Mirosław Pietrewicz i Stanisław Nieckarz). Umiarkowanych członków RPP będzie natomiast czterech (Andrzej Wojtyna, Andrzej Sławiński, Stanisław Owsiak i Jan Czekaj). - Wydaje się, że ton dyskusji w radzie nadawali Wojtyna i Sławiński. I to raczej się nie zmieni. Tak naprawdę najwięcej będzie zależało właśnie od nich - analizuje P. Kalisz z Banku Handlowego.

Reklama
Reklama

Dodatkowe możliwości

- Pozycja frakcji "jastrzębi" w Radzie zostanie dość mocno osłabiona, przynajmniej na pewien czas - uważa Jacek Kotłowski, ekonomista BRE Banku. Wskazuje, że prezes ma dodatkowe możliwości wpływania na decyzje RPP. - Nie należy lekceważyć wpływu prezesa na wytyczanie kierunku badań w departamentach analitycznych NBP i związany z tym dobór materiałów na posiedzenia rady - ocenia J. Kotłowski.

Zaraz dodaje jednak, że może się okazać, że nowy szef banku centralnego tylko pozornie będzie "gołębiem". - Funkcja prezesa NBP i konstytucyjny obowiązek dbania o stabilny poziom cenę będą prowadziły do nieuchronnego "zjastrzębienia" nowego prezesa - mówi ekonomista BRE Banku.

Rynek przyjął spokojnie

Inwestorzy szybko doszli do wniosku, że przyjście J. Sulmickiego nie powinno wiele zmienić. - Rynek praktycznie nie zareagował na tę nominację. Oczywiście, z rana mieliśmy wiele telefonów, bo wszyscy chcą się dowiedzieć, kim jest przyszły prezes. Ale ponieważ ścieżka jego kariery sugeruje, że nie należy obawiać się po nim żadnych skrajnych zachowań, to automatycznie został mu udzielony kredyt zaufania i rynek przestał się zajmować sprawą wyboru szefa banku centralnego - opowiada Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Bank Polska.

Dodaje, że inwestorzy czekają na pierwsze wypowiedzi kandydata na prezesa. - Dopiero one pozwolą ocenić, jakie mogą być konsekwencje powołania nowego prezesa - ocenia Wiśniewski.

Reklama
Reklama

Niewielki wpływ na nadzór

Prezes NBP ma stosunkowo niewielki wpływ nie tylko na wysokość stóp procentowych, ale też na podejmowanie innych decyzji. Uchwały zarządu banku centralnego są podejmowane podobnie jak w RPP. Do niedawna drugim - po polityce pieniężnej - polem, na którym szef banku centralnego miał niemało do powiedzenia, był nadzór nad sektorem bankowym. Prezes NBP był bowiem przewodniczącym Komisji Nadzoru Bankowego. Przed kilkoma miesiącami przepisy zostały jednak zmienione i przedstawiciel NBP jest tylko szeregowym członkiem KNB (L. Balcerowicz wyznaczył do komisji wiceprezesa Jerzego Pruskiego). Z początkiem 2008 r. uprawnienia Komisji Nadzoru Bankowego przejmie Komisja Nadzoru Finansowego (jej przewodniczący jest już teraz szefem KNB).

Kiedy zostanie wybrany prezes banku centralnego

Prezesa Narodowego Banku Polskiego wybiera Sejm na wniosek prezydenta. Wybór jest dokonywany bezwzględną większością głosów. Lech Kaczyński informację o swoim

kandydacie przekazał Sejmowi we wtorek. Jan Sulmicki powinien być oficjalnie wybrany i zaprzysiężony do 10 stycznia przyszłego roku, kiedy kończy się sześcioletnia kadencja

Leszka Balcerowicza. Kiedy posłowie będą zajmować się osobą kandydata na szefa banku centralnego? W tym tygodniu Sejm raczej

Reklama
Reklama

nie zdąży zająć się tą sprawą. Z kolei pierwsze posiedzenie w 2007 r. zaczyna się właśnie

10 stycznia. Według Marka Jurka, marszałka Sejmu, możliwe jest jednak zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Izby - jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Czy w Sejmie J. Sulmicki uzyska wystarczające poparcie? Prawo

i Sprawiedliwość jest przekonane, że tak.

Jednak koalicjanci PiS - Liga Polskich Rodzin i Samoobrona - chcą najpierw bliżej poznać kandydata na szefa NBP.

Komentarze

Reklama
Reklama

Lars Christensen

ekonomista Danske Bank

w Kopenhadze

Mogło być gorzej

Widać, że nie jest tak źle, jak można się było obawiać. Oczywiście, nowy prezes będzie bardziej "gołębi" niż Leszek Balcerowicz. Prawdopodobieństwo szybkich podwyżek stóp procentowych nieco maleje. Ważne będzie coś innego. Nowy prezes będzie musiał naprawdę bardzo ciężko pracować na to, żeby zyskać taką wiarygodność bankiera centralnego, jaką miał Balcerowicz. Szczególnie w pierwszym okresie będzie musiał bardzo uważać na to, co będzie przekazywał rynkom. Tym bardziej że inwestorzy będą z niecierpliwością czekać na każdą jego wypowiedź.

Reklama
Reklama

Marcin Mróz

ekonomista Fortis Bank Polska

Układ się nie zmieni

W krótkim okresie przyjście nowego prezesa niczego nie zmieni w polityce pieniężnej. Widać

wyraźnie, że w RPP zdecydowanie przeważa opcja obserwowania

Reklama
Reklama

bieżących danych i wstrzymywania się z podwyżkami stóp

procentowych. Do podwyżki stóp procentowych może więc dojść na przełomie I i II kw. przyszłego roku. Jest natomiast pytanie, co zmieni się w dłuższym okresie. Czy nowy prezes okaże się na tyle silną osobowością, by wpłynąć na funkcjonowanie rady. Na razie jest to jednak pytanie otwarte.

Grzegorz Maliszewski

ekonomista Banku Millennium

Trudno ocenić wybór

W tej chwili trudno ocenić,

czy wybór dokonany przez prezydenta był trafny. Z całą pewnością można powiedzieć jedno:

ta konkretna nominacja niewiele zmienia w układzie sił w Radzie

Polityki Pieniężnej. Co prawda,

grupa "gołębi" będzie wzmocniona i będzie o jednego "jastrzębia" mniej, ale wiadomo, że o kształcie polityki pieniężnej decyduje w głównej mierze dwóch członków rady - Andrzej Sławiński i Andrzej Wojtyna. Tak naprawdę podwyżki będą wtedy, gdy oni zdecydują, że nadszedł odpowiedni moment na podwyżkę stóp procentowych.

Łukasz Tarnawa

główny ekonomista PKO BP

Symetryczny cel

Dotychczasowe kontakty z Janem Sulmickim na seminariach naukowych wskazują, że to będzie umiarkowany "gołąb". Inaczej mówiąc, nowy prezes - żeby opowiedzieć się za podwyżkami stóp procentowych - będzie potrzebował jednoznacznych sygnałów, że inflacja trwale przekroczy cel

inflacyjny. Sam cel będzie raczej traktował symetrycznie - a więc inflacja nie powinna odchylać się znacząco od poziomu 2,5 proc. ani w górę, ani w dół. Na pewno nowy prezes nie będzie w swoich wypowiedziach tak "antyinflacyjny", jak jego poprzednik. Będzie też mniej krytyczny wobec rządu. Raczej nie będzie takim zwolennikiem szybkiego wejścia do strefy euro, jak

L. Balcerowicz.

Do zarządu NBP mogą przyjść z prezesem trzy osoby

Nowy szef banku centralnego nie będzie miał żadnego wpływu na to, z kim przyjdzie mu współpracować w Radzie Polityki Pieniężnej. Kadencja członków RPP trwa tyle samo, co prezesa NBP - sześć lat. Kończy się na początku 2010 r.Zgodnie z ustawą o NBP, również członkowie zarządu banku centralnego są powoływani (dokonuje tego prezydent na wniosek prezesa banku centralnego) na sześcioletnią kadencję. Taka zasada obowiązuje od 2004 r.

I znaczna część członków obecnego zarządu cieszy się statusem nieodwoływalnych. Dotyczy to m.in. dwóch wiceprezesów - Jerzego Pruskiego (do 2004 r. był on członkiem Rady Polityki Pieniężnej) i Krzysztofa Rybińskiego

(zanim zaczął pracę w NBP,

był głównym ekonomistą w kilku bankach). Nowy prezes najdłużej będzie współpracował z Anną Trzecińską, dyr. Departamentu Operacji Krajowych, powołaną w skład zarządu banku centralnego w 2005 r.

Jednak J. Sulmicki będzie miał możliwość wprowadzenia do zarządu kilku nowych osób. Zgodnie z przepisami, zarząd NBP powinien liczyć 7-9 osób (łącznie z prezesem). Tak jest właśnie teraz. Ale sytuacja zmieni się już w najbliższy poniedziałek. Wówczas z kierownictwa banku centralnego

odejdzie Andrzej Jakubiak,

dyr. Departamentu Prawnego.

Przeniesie się do warszawskiego ratusza (będzie zastępcą Hanny Gronkiewicz-Waltz, z którą współpracował, gdy to ona była szefową NBP). W ten sposób zwolni się jedno miejsce w zarządzie.

Prezes banku centralnego będzie mógł też odwołać dwóch członków zarządu, którzy zostali powołani jeszcze przed wejściem w życie przepisów o kadencyjności. Chodzi o Józefa Sobotę, dyr. Departamentu Statystyki, a także Tomasza Pasikowskiego. Najbardziej prawdopodobne wydaje się zwłaszcza odejście tego ostatniego. Dlaczego? Bo w 2001 r. była to pierwsza osoba, którą ściągnął - w dwa dni po przyjściu do Narodowego Banku Polskiego - Leszek Balcerowicz.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama