bieżących danych i wstrzymywania się z podwyżkami stóp
procentowych. Do podwyżki stóp procentowych może więc dojść na przełomie I i II kw. przyszłego roku. Jest natomiast pytanie, co zmieni się w dłuższym okresie. Czy nowy prezes okaże się na tyle silną osobowością, by wpłynąć na funkcjonowanie rady. Na razie jest to jednak pytanie otwarte.
Grzegorz Maliszewski
ekonomista Banku Millennium
Trudno ocenić wybór
W tej chwili trudno ocenić,
czy wybór dokonany przez prezydenta był trafny. Z całą pewnością można powiedzieć jedno:
ta konkretna nominacja niewiele zmienia w układzie sił w Radzie
Polityki Pieniężnej. Co prawda,
grupa "gołębi" będzie wzmocniona i będzie o jednego "jastrzębia" mniej, ale wiadomo, że o kształcie polityki pieniężnej decyduje w głównej mierze dwóch członków rady - Andrzej Sławiński i Andrzej Wojtyna. Tak naprawdę podwyżki będą wtedy, gdy oni zdecydują, że nadszedł odpowiedni moment na podwyżkę stóp procentowych.
Łukasz Tarnawa
główny ekonomista PKO BP
Symetryczny cel
Dotychczasowe kontakty z Janem Sulmickim na seminariach naukowych wskazują, że to będzie umiarkowany "gołąb". Inaczej mówiąc, nowy prezes - żeby opowiedzieć się za podwyżkami stóp procentowych - będzie potrzebował jednoznacznych sygnałów, że inflacja trwale przekroczy cel
inflacyjny. Sam cel będzie raczej traktował symetrycznie - a więc inflacja nie powinna odchylać się znacząco od poziomu 2,5 proc. ani w górę, ani w dół. Na pewno nowy prezes nie będzie w swoich wypowiedziach tak "antyinflacyjny", jak jego poprzednik. Będzie też mniej krytyczny wobec rządu. Raczej nie będzie takim zwolennikiem szybkiego wejścia do strefy euro, jak
L. Balcerowicz.
Do zarządu NBP mogą przyjść z prezesem trzy osoby
Nowy szef banku centralnego nie będzie miał żadnego wpływu na to, z kim przyjdzie mu współpracować w Radzie Polityki Pieniężnej. Kadencja członków RPP trwa tyle samo, co prezesa NBP - sześć lat. Kończy się na początku 2010 r.Zgodnie z ustawą o NBP, również członkowie zarządu banku centralnego są powoływani (dokonuje tego prezydent na wniosek prezesa banku centralnego) na sześcioletnią kadencję. Taka zasada obowiązuje od 2004 r.
I znaczna część członków obecnego zarządu cieszy się statusem nieodwoływalnych. Dotyczy to m.in. dwóch wiceprezesów - Jerzego Pruskiego (do 2004 r. był on członkiem Rady Polityki Pieniężnej) i Krzysztofa Rybińskiego
(zanim zaczął pracę w NBP,
był głównym ekonomistą w kilku bankach). Nowy prezes najdłużej będzie współpracował z Anną Trzecińską, dyr. Departamentu Operacji Krajowych, powołaną w skład zarządu banku centralnego w 2005 r.
Jednak J. Sulmicki będzie miał możliwość wprowadzenia do zarządu kilku nowych osób. Zgodnie z przepisami, zarząd NBP powinien liczyć 7-9 osób (łącznie z prezesem). Tak jest właśnie teraz. Ale sytuacja zmieni się już w najbliższy poniedziałek. Wówczas z kierownictwa banku centralnego
odejdzie Andrzej Jakubiak,
dyr. Departamentu Prawnego.
Przeniesie się do warszawskiego ratusza (będzie zastępcą Hanny Gronkiewicz-Waltz, z którą współpracował, gdy to ona była szefową NBP). W ten sposób zwolni się jedno miejsce w zarządzie.
Prezes banku centralnego będzie mógł też odwołać dwóch członków zarządu, którzy zostali powołani jeszcze przed wejściem w życie przepisów o kadencyjności. Chodzi o Józefa Sobotę, dyr. Departamentu Statystyki, a także Tomasza Pasikowskiego. Najbardziej prawdopodobne wydaje się zwłaszcza odejście tego ostatniego. Dlaczego? Bo w 2001 r. była to pierwsza osoba, którą ściągnął - w dwa dni po przyjściu do Narodowego Banku Polskiego - Leszek Balcerowicz.