"Pasmo wahań jest wąskie. Uspokojenie trwa od kilku dni, ale nie wydaje się to negatywnym sygnałem, chociażby dlatego, że WIG20 wciąż znajduje się powyżej swoich szczytów z maja tego roku" - powiedział zarządzający w PZU Asset Management, Piotr Zarębski.
"Problem ze szczytami na indeksach jest taki, że nie da się z pewnością przewidzieć, kiedy nastąpi korekta. Jednak dopóki mamy napływ środków do funduszy, dopóty odwrócenia trendu nie będzie" - dodał.
WIG20 znalazł się o włos do pułapu 3.400 punktów, choć negatywnym bohaterem okazał się dziś producent insuliny ludzkiej Bioton SA. Jego akcjonariusze zareagowali małą wyprzedażą na wieści o zmniejszeniu zaangażowania w spółce przez Prokom Investments SA oraz obniżenie przez ING rekomendacji dla firmy do "sprzedaj" z "trzymaj".
Niejednoznaczne były dziś sygnały napływające z sektora bankowego. Największy polski bank detaliczny - PKO BP - zniżkował, co obserwatorzy tłumaczą jego ostatnimi wzrostami jak i podaną na początku grudnia informacją, iż bank inwestycyjny Julius Baer zmniejszył swój udział w PKO do poniżej pięciu procent.
Wpływ spadku PKO - spółki o największym obecnie udziale w indeksie WIG20 - ograniczał jednak wzrost kursu Pekao SA, co może zdaniem analityków wynikać z wczorajszego podwyższenia przez HSBC rekomendacji dla banku do "przeważaj" z "niedoważaj". "Rynki wschodzące powinny zyskiwać w ciągu najbliższego miesiąca, więc Warszawa będzie na tym wciąż korzystać. Będą to jednak wzrosty motywowane nie tyle fundamentalnie, ile pojawiające się z rozpędu i płynności rynku. Z tego samego powodu wciąż pojawiają się nowe napływy do funduszy" - powiedział szef analiz w CAIB w Londynie, Mark Robinson. "Spółki średniej wielkości bardzo w tym roku zyskały, widać też duży popyt na nowe oferty publiczne, co świadczy za tym, że waluacje są już wysoko, więc w trochę dłuższym terminie sytuacja jawi się niejasno" - dodał.