Rząd przyjął wczoraj projekt nowelizacji ustawy o dopłatach do ubezpieczeń upraw rolnych i zwierząt gospodarskich. Autorem projektu jest resort rolnictwa. Do opracowania nowego prawa resort zmusiły po pierwsze przepisy unijne, po drugie zeszłoroczna susza.

Projekt ministerstwa zakłada, że dopłaty do składek ubezpieczeniowych dostaną wszyscy rolnicy otrzymujący płatności bezpośrednie z Unii Europejskiej. Rolnik będzie mógł uzyskać dopłatę w wysokości maksymalnie 60 proc. składki za polisę. Maksymalnie, bo finansowanie zależeć będzie od rodzaju uprawy.

Dopłata do składek dotyczyć będzie jedynie połowy powierzchni upraw. - Chodzi o to, by rolnik sam mógł sobie wybrać, które uprawy chce ubezpieczać - mówi Marek Zagórski, wiceminister rolnictwa. Projekt zakłada, że od 1 lipca 2008 r. rolnicy będą musieli obowiązkowo ubezpieczać swoje uprawy. Gdy polisy staną się powszechne, to według szacunków ministerstwa rolnictwa, same dopłaty do nich będą kosztować budżet państwa 225 mln zł rocznie. To jednak nie koniec kosztów. Dodatkowo państwo weźmie na siebie część ryzyka związanego z suszą. Tego życzyły sobie towarzystwa ubezpieczeniowe. Szacują one, że w Polsce z każdym rokiem ryzyko występowania suszy będzie coraz większe.

Według projektu ustawy, składka za polisę nie może przekraczać 3,5 proc. wartości upraw. Z szacunków towarzystw wynika, że ubezpieczanie od suszy po takiej cenie przynosiłoby straty. Właśnie dlatego państwo będzie występowało w roli reasekuratora. - Może to kosztować 450 mln zł rocznie - zapowiada Zagórski. - Pod warunkiem że susza faktycznie wystąpi i wyrządzi takie szkody, jak w zeszłym roku - zaznacza.