W czwartek nastroje na giełdach były zmienne. Poprzedniego dnia zepsuł je amerykański bank centralny. W środę Fed ogłosił zapis dyskusji członków Federalnego Komitetu Otwartego Rynku, gremium decydującego o poziomie stóp procentowych w USA, podczas grudniowego posiedzenia. Była to przykra niespodzianka dla graczy liczących na bliską obniżkę kosztów kredytu. Okazuje się, że Ben Bernanke, szef Fed i jego współpracownicy, obawiają się nie tylko spowolnienia wzrostu gospodarki, ale niepokoi ich też możliwość przyspieszenia wzrostu cen. Z tego powodu giełdom nowojorskim w środę nie udało się dowieźć do końca sesji wypracowanych wcześniej zysków, a w czwartek pojawiły się nowe informacje skłaniające graczy do sprzedaży niektórych spółek. Szczególnie zaniepokoiły ich słabsze niż oczekiwano wyniki firm zajmujących się handlem detalicznym oraz spadek zamówień fabrycznych. Komentowano też sytuację w usługach, bo świadczące je firmy (do tej kategorii zaliczane są także spółki motoryzacyjne) wypracowują aż 90 proc. produktu krajowego brutto. Indeks ISM w grudniu obniżył się z 58,9 pkt do 57,1 pkt, a więc nieco mniej niż przewidywano, gdyż słabości w innych sferach nadrabiały banki i firmy zajmujące się przewozem towarów.

W Europie na większości giełd indeksy traciły na wartości. Przykrą niespodzianką dla inwestorów był też raport o kondycji firm usługowych. W grudniu tempo ekspansji tego sektora przyhamowało.

Taniejąca miedź spychała kursy akcji firm górniczych, a ropa naftowa zubożyła portfele posiadaczy walorów spółek naftowych. Volkswagen i DaimlerChrysler stały się nieatrakcyjne dla niektórych inwestorów z powodu słabszej sprzedaży na rynku amerykańskim. Po gorszej rekomendacji od Citigroup obniżył się kurs akcji BMW. Część graczy zdecydowała się na zakup walorów firm telekomunikacyjnych w nadziei, że w tym roku będą dynamicznie drożeć po słabszym 2006 r. Akcje Deutsche Telekom poszły w górę o 2,2 proc., holenderski Royal KPN zyskał 2,7 proc., a grecki Hellenic Telecommunications Organization 3,2 proc.