Piątek okazał się dla rynku obligacji równie pechowy jak czwartek. Tym razem oprócz znaczącego osłabienia złotego doszedł nowy sygnał w postaci znacznie wyższych od oczekiwań danych z USA o liczbie nowo zatrudnionych pracowników w sektorze produkcyjnym i wzroście płac. W trakcie dnia kurs euro do złotego kolejny raz wzrósł, dochodząc niemal do poziomu 3,91, ostatnio notowanego w połowie października 2006 r. Ta wyjątkowo niekorzystna kombinacja wydarzeń przełożyła się na dalszą wyprzedaż na rynku obligacji, powodując wzrost dochodowości średnio o 2-5 pkt bazowych. Relatywnie najlepiej wypadły papiery z terminami zapadalności do 2 lat. Z kolei największe spadki cenowe zanotowały obligacje 10- i 20-letnie. Pogorszenie nastrojów dotyczy nie tylko Polski, ale niemal wszystkich krajów regionu. W tym momencie bardzo trudno ocenić, co spowodowało tak nagłą zmianę nastawienia inwestorów zagranicznych. Bardzo dobra passa obligacji,

szczególnie w końcówce ubiegłego roku, musiała się prędzej czy później skończyć realizacją zysków. Natomiast bardzo chłodne przyjęcie przez rynki finansowe kandydata na szefa NBP Sławomira Skrzypka posłużyło za dobry pretekst do wycofania się z lokalnego rynku.