Powoli i z pewnymi oporami wchodzimy w nowy rok, co skłania do spojrzenia wstecz i próby podsumowaniu ostatnich dwunastu miesięcy. O tym, że okazały się one wyjątkowo dobre dla polskiej gospodarki, nie trzeba chyba już nikogo przekonywać.
Nie tylko wzrost gospodarczy utrzymuje się na wysokim poziomie, lecz towarzyszy mu wciąż relatywnie niska inflacja. Nie chodzi jednak o sam przebieg trendów gospodarczych. Znacznie bardziej pouczające może być porównanie rzeczywistości z wcześniejszymi oczekiwaniami.
Wiedziony ciekawością odszukałem raporty makroekonomiczne sprzed roku i przejrzałem opisy największych zagrożeń, które wówczas miały czyhać na polską gospodarkę. Jeszcze rok temu jak echo powracały obawy, że obserwowane wówczas przyspieszenie gospodarcze może okazać się przejściowe. Największy niepokój budziły tendencje w inwestycjach, a w szczególności niepewność odnośnie do trwałości ich ożywienia. Zresztą wydaje się, że ten sceptycyzm był wówczas jak najbardziej uzasadniony, szczególnie że poprzednie lata mijały pod znakiem rozczarowująco słabej aktywności inwestycyjnej.
Drugim dyżurnym tematem w dyskusji ekonomicznej był niepokój o stan finansów publicznych, w tym o możliwość realizacji budżetu w zaplanowanej postaci. Także i tym razem formułowane obawy miały całkiem mocne podstawy. Na przełomie 2005 i 2006 roku pojawiały się bowiem kolejne pomysły parlamentarzystów, próbujących zwiększyć wydatki socjalne. Biorąc pod uwagę niepewność odnośnie do trwałości ówczesnego rządu mniejszościowego, zapowiedzi te wydawały się wystarczające, by zapalić czerwoną lampkę w głowach większości obserwatorów gospodarki. Tak się jednak składa, że zarówno w przypadku dynamiki inwestycji, jak i deficytu budżetowego sytuacja nie tylko nie była aż tak zła, lecz wręcz zaskoczyła bardzo pozytywnie. Inwestycje okazały się bardzo ważnym motorem wzrostu gospodarczego w 2006 roku, rosnąc w II i III kwartale w dwucyfrowym tempie.
Co więcej, prawdopodobnie nie jest to efekt jednorazowy i tendencja ta ma szanse utrzymać się również w najbliższej przyszłości. Można więc oczekiwać, że popyt inwestycyjny prawdopodobnie okaże się filarem wzrostu PKB również w 2007 roku.