Wczoraj rząd zatwierdził przedstawioną przez Ministerstwo Gospodarki informację o sytuacji w górnictwie węgla kamiennego. Szczególną uwagę Rada Ministrów zwróciła na bezpieczeństwo pracy w kopalniach.
Okazuje się, że w Polsce węgiel wydobywany jest z coraz głębszych pokładów. Zdaniem MG, powoduje to wzrost zagrożenia tąpnięciami, częstsze pożary i wyższe stężenie metanu. Dodatkowe niebezpieczeństwo stwarza fakt, że kopalnie wynajmują do prac dołowych firmy zewnętrzne zatrudniające nierzadko osoby bez odpowiednich kwalifikacji. Dlatego coraz częściej mówi się o tym, że spółki węglowe będą zatrudniać nowych pracowników. Sama Kompania Węglowa planuje zatrudnić w tym roku około tysiąca osób. Górnicze związki zawodowe, chociaż popierają zwiększanie zatrudnienia w kopalniach, to uważają, że wzrost powinien być o wiele większy.
To, że resort gospodarki w przedstawionej Radzie Ministrów informacji o sytuacji w górnictwie węgla kamiennego skupił się wyłącznie na warunkach pracy, zmniejsza ryzyko protestów w kopalniach. W jaki sposób? Na Śląsku trwa pogotowie strajkowe. Górnicy obawiali się dotychczas, że rząd poprze działania podejmowane przez wiceministra gospodarki Pawła Poncyljusza. Mimo kilkumiesięcznych rozmów, nie przekonał on pracowników kopalń do założeń resortowej strategii dla sektora węgla kamiennego.
Przeciwko czemu chcą protestować górnicy? Nie podoba im się koncepcja prywatyzacji kopalń. Związkowcy uważają, że górnictwo węgla kamiennego nie powinno działać na zasadach rynkowych. Nie zgadzają się np. na to, aby kopalnie same finansowały odprawy dla zwalnianych pracowników. Pieniądze na to powinny, ich zdaniem, pochodzić z budżetu.
Dzisiaj liderzy central związkowych spotykają się, aby podjąć decyzję o tym, czy i jak protestować. Ze wstępnych informacji wynika, że może skończyć się na strajku ostrzegawczym.